Poznałam dziś swoją dalszą ludzką rodzinę. Gościnna ciocia Teresa i Krysia oraz wujek Tadek i ich piękny ogród to było miłe przeżycie. Najbardziej polubiłam ciocię Teresę, która nie złościła się nawet jak przebiegłam przez rabatę. Dom rodzinny babci Marysi, gdzie moja pani spędzała szczęśliwe chwile dzieciństwa stoi nad rzeką Kaczawą w otoczeniu Gór Kaczawskich. Żyją tam sobie pod szczęśliwym numerem :) Przechadzałam się między pięknymi kwiatami, których nazw nie znam, odwiedziłam z ciotkami ogród warzywny, gdzie pomagałam szukać ogórka i zdecydowanie chcę tam znów pobyć.
Spacer dziś był pogodowo senny. Pani kontemplowała swoje, ja ganiałam za kurą, sarnami. Kontemplowałam ściernisko na Wiejskiej, krowy, chwilami przysypiałam potem myślałam o rzece i o autobusie a na koniec o osiedlu i mojej lecznicy i wielkim liściu co zjawił się nie wiadomo skąd... Kontemplacja to jest dobre na wakacjach, śpiewała pani :)
Dzisiaj, mimo obaw, poszłyśmy w łąki. Plaster spisał się doskonale :) Wreszcie mogłam poszaleć, biegałam w jedną i w drugą stronę z radości, że wreszcie mogę złapać pająki w uszy :) Odpoczywałam w trawach, lekko już jesiennych i ziołach, które wieczorem pachną oj bardzo. Na koniec spotkałam Iro, wielkiego Rhodesiana. Musiał uznać wyższość mojego charakteru i szybkich kłapnięć zębami. Honor krótkonożnego Cardigana został obroniony :) Drogi usłane są fuj bezdomnymi ślimakami! Ohyda ! Ale za to jak się wybiegałam ! No i przyniosłam nasionka na rzęsach :)
Zgodnie z zaleceniami staram się spacerować po miękkim a jeśli po twardym to wyłącznie w mojej twarzowej skarpecie. Szkoda było przeleżeć tak piękny dzień na kanapie. Sprawdziłam jak wyglądają wały na Wiejskiej. Plastry sprawują się doskonale. Trzy warstwy i można biec na pyszny obiad do babci. Z każdym dniem jest lepiej :) Na koniec portrecik ze skarpetą ! Specjalnie dla ELi.