niedziela, 5 lutego 2012

Karpacz - Polana - mostek - Dolina Pląsawy - Biały Jar

Dziś obiecane Karkonosze, w odsłonie niedzielnego turysty. Trasa łatwa, przyjemna i... udeptana :) Karpacz Wang lub Karpacz Górny, tam zaczęliśmy wycieczkę. Minęliśmy kościółek i ruszyliśmy szlakiem czarnym w stronę Polany przez Rówienkę. Chmury śniegowe skryły szczyty, Śnieżka dziś się nam nie pokazała. Za to tyle śniegu, ile dusza zapragnie a nawet więcej. W drodze na Polanę była zabawa świerkowa i szaleństwa z Wawrzynkiem, zapisujemy Laurenta na kolejne wycieczki :) Szliśmy sobie, szliśmy wesoło w tej bieli i tak nam było dobrze, turyści się uśmiechali, witali, czasem pytali o pieska z kosmosu. Tak się nam szybko na Polanę zawędrowało, że czasu wystarczyło jeszcze na kawałeczek wyżej, w stronę Strzechy Akademickiej. Na sekundę zza chmur wyszedł grzbiet Kotła Małego Stawu. Nasza ulubiona droga do Samotni o tej porze roku jest zamknięta, zbyt niebezpieczna, wszak pod śniegiem nie widać szczelin między kamieniami i łatwo skręcić nogę albo wpaść do dziury... Tam pójdziemy latem. Zegar Czas kazał nam wracać, biegusiem przez Polanę a potem mała zmiana planów, schodziliśmy Doliną Pląsawy. Dolina Pląsawy UWAGA dla Laurenta - zwana Drogą Bronka Czecha to szlak z pieca na łeb, zimą całkiem ale to całkiem przyjemny, udeptany i malowniczy. Rzeka Pląsawa wyrzeźbiła przepiękną dolinę, poradziła sobie z granitami, mała wielka Pląsawa ! Zaraz na początku trasy, idąc od Polany, KPN przygotował punkt widokowy na Skalną Bramę. Herbaty się nap, odetchnąć, popatrzeć na piękny świat i można ruszyć dalej w dół, biegiem, bo tak przecież jest naturalnie, dla Jaremki oczywiście :) I tu się okazało, że nie byliśmy w górach sami. Najprawdopodobniej śledził nas Duch Gór na nartach. Raz tylko dał się zauważyć... a potem niby był o krok za nami ale jak się odwrócić, to znikał w lesie :) Ot taki wstydliwy a ciekawski. Dobrze, że był, nie spotkała nas śnieżyca ani nic innego złego. A las w Dolinie Pląsawy zapiera dech, taki jest zimą przepiękny. Tutaj też wrócimy, żeby znaleźć Dziki Wodospad i tajemnicze ruiny Pańskiego Domu albo skoczni... Na koniec sprawdziliśmy jak sobie radzą narciarze na Liczyrzepie, tłum, harmider, szaleństwo, nie dla nas :) Na koniec wycieczki zeszliśmy do Karpacza Białego Jaru. W autobusie Jaremka nawiązała bliższą znajomość z butami miłego turysty i zdobyła kolejnych wielbicieli. Teraz czeka nas spokojny tydzień, odpoczynek po weekendzie w górach, śniegu... Było cudnie ! A kim był Bronek Czech ? Najwszechstronniejszym narciarzem okresu międzywojennego, olimpijczykiem, taternikiem, szybownikiem, lekkoatletą, muzykiem, rzeźbiarzem, poetą, którego pokonał Oświęcim.

sobota, 4 lutego 2012

Górzyniec w zimie

Wioska w Górach Izerskich, 475 metrów bliżej nieba niż poziom morza. Górzyniec, skarbnica minerałów i miejsce, do którego zawleczono krokusy. Założona przez tkaczy i drwali na początku XVIII wieku. Seiffershau a potem Hartenberg, po wojnie Twardów albo Gorzyck. To tu w 2006 roku przebywał z krótką wizytą Ludwik Dorn ! a w 2002 Leszek Miller ;);) a kim są oni ? Dla Jaremki jednymi z wielu :) My zapamiętamy doskonale gościa z 2012 roku, a w zasadzie dwóch gości. Wawrzynka z Holandii i wielki śnieg :) I jeden i drugi sprawili Jaremce ogromną radość ze wspólnego spaceru. Śniegu napadało tyle, że aż po uszy! Do tego lekki mróz i to wystarczy, żeby Miśku na chwilę zamieniła się w siwą babunię o sile młodzieniaszka. Drogi nam zasypało, nie odwiedziliśmy krokusów, które pewnie pilnie śpią w ziemi i czekają na wiosenne zachwycanie świata kwiatami. Poszliśmy drogą, której nie ma na mapie, drogą, która powstawała razem z naszą pasją do wędrowania, jakieś 2 lata temu. Niestety nie wiemy dokąd prowadzi, pewnie do Sudeckiej Drogi, dzisiaj kończyła się nagle wielką zaspą. W domu przywitały nas wieści, że po sąsiedzku wybuchł gaz. Przywykamy do Straży Pożarnej, gazowników i Policji, którzy pilnują naszego bezpieczeństwa. Powoli przestaje nam przeszkadzać dźwięk młotów pneumatycznych, koparek i okrzyki. Pora spać, bo jutro sprawdzimy jak się miewa pokrywa śnieżna w Karkonoszach.

czwartek, 2 lutego 2012

Właściwości termometryczne Jaremki

Czym jest wypełniona Jaremka? Jakąś przedziwną substancją obojętną na niskie temperatury. Może to nie Kaukaz i nie kaukaz, sierść też nie ta, za to gorące coś rozgrzewa tą pannę już niepannę. Ile dziś wskazywał termometr? W sam raz na skoki i bieganie w polach. Podobno idzie jeszcze większy mróz i rtęciowy trzeba będzie zamienić na alkoholowy. Taki na przykład termometr z gruszkówką made in Zabrzeż :) Z ciekawostek technicznych: pierwszy termometr wynalazł w 210 r p.n.e. grecki pisarz! i inżynier Filon. Ciekawe jaka była pierwsza temperatura, którą wskazał... Z pewnością nie dzisiejsze, poranne - 20 celsjuszów . Filon nie tylko zasłynął termometrem, skonstruował katapultę i listę siedmiu cudów świata starożytnego. Gdyby znał Jaremkę... lista by była większa o ten skaczący z patykiem w pysku cud nad cudy :)

środa, 1 lutego 2012

Dzień, którego już nie będzie


270 lat temu około, pewien mocno uczony Szwed, fizyk i astronom, profesor z dziadków i ojca, Anders Celsius przy pomocy termometru rtęciowego ujarzmił temperaturę. Skala Cesliusa zerem określała wrzenie wody a wartością 100 moment jej krzepnięcia. Pierwszy mroźny poranek wskazał na termometrze badacza 110 stopni, dzisiaj pokazałby 115. Przez 270 lat wiele się zmieniło, skala się odwróciła, mróz pozostał. Stopień celsjusza wciąż jest 1% różnicy między momentem krzepnięcia i wrzenia wody w jednej atmosferze fizycznej. Skala Fahrenheita rano ogłaszała 5 stopni a Kelvina 258. Taka różnica a marznie się identycznie. To znaczy podobno nie marznie, bo Jaremce to jak widać mróz nie przeszkadza. Tradycyjnie wytarzała się w czymś, czego nie widać albo wyraziła w ten sposób radość z prawdziwej mroźnej środy. Potem dla zabawy poudawała pijaną z tej radości :) Kochany, piękny błazenek. Śniegu pojadła, pan doktor będzie krzyczał! Pyszny, mniam mniam, aż nos lizać. Ten leśny wcale nie jest gorszy, szyszkowy lekko i mchowy, przez sarny udeptany. Sarny były, rozbiegały Jaremkę na dłuższą chwilę. I było też słońce, roziskrzyło śnieg, futro, rozświetliło las, ogrzało Wojtusia i jego stado, które wyszło na południową kąpiel solarną i grzebu grzeb w śniegu. A Wojtuś kocha śnieg jak Jaremka, co przecież widać. Nasz chłop on jest, przyszedł się przywitać, zgarnął smakołyk i poszedł. Ot Wojtuś.
Wieczorem poinformowano, że zmarła Wisława Szymborska. Nauczyła nas, że
[...] Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata.
[...]
Dlatego każdym dniem cieszymy się, zamkniętym podarunkiem, kosztem tego niewybaczalnego bałaganu w domu :) bo:
[...]Jak okiem sięgnąć, panuje tu chwila.
Jedna z tych ziemskich chwil
proszonych, żeby trwały[.
..]
... tak jak dzisiaj w południe.

[...]Spójrzcie na tych szczęśliwych:
gdyby się chociaż maskowali trochę,
udawali zgnębienie krzepiąc nim przyjaciół!
Słuchajcie, jak się śmieją - obraźliwie.[...]