Wszędzie pachnie bigosem, w siatkach zamęczone karpie, w sklepach kolejki, porządki, sprzątanie, pośpiech, nerwy, czy się ze wszystkim zdążyło... Najważniejsze jak zwykle na czas, święta się odbędą nawet w zabałaganieniu :) Spokoju życzymy, oddechu jeśli potrzeba, spacerów - koniecznie ! Spotkania z bliskimi i żeby Gwiazdka stwierdziła, że każdy był grzeczny :)
Od rana biało, co napadało to stopnia
ło, więc niebo się siliło, żeby znów napadało i tak cały dzień. Białe się jakoś utrzymało do popołudnia. Goście przyjechali. Boguś i Barbara z Magdą. Basiula taka zadowol
ona ze spaceru, że ogonkiem 
machała i aż podskakiwała, gdy
by mogła to by sobie podśpiewywała pod truflą. Coś takiego jest w
śniegu, że jak go tylko psie łapki dotkną, to zaczyna się szaleństwo, szuka
nie zapachów pod pierz
ynką, tarzanie, ogólnie r
adocha. Zdecydowanie prościej być psem, nie potrzebne są sanki, jabłuszka, narty, deski. Sam śnieg wystarczy. Paskudy tak się zajęły zabawą, że nie
zauważyły jak się im l
is przygląda i jak sarny po polu spaceruj
ą. Do czasu oc
zywiście, bo lubiechowskie nosy jakąś zwierzynę leśną wyniuchały ... Dziewczyny uczą się wspólnego podróżowania, sukc
es za sukcesem. Kto miał gdzie siedzieć ustaliły później. Z boku awantura, dla znających temat delikatna wymiana zdań :) Boguś doskonale wie, że bronić należy Baseńki, w końcu z nią mieszka ! Jaremka o kłótniach zapomina
jak tylko się skończą i natychmiast wpatrzona w Barbarę podąża jej śladem. Wiadomo, Baśka m
a charakter, taki charakter to wzór dla Jeremiksa. W planach jest wizyta w Lubiechowej, co tam się będzie działo.....
Do Jaremki gwiazdka przyszła chwilkę wcze
śniej, zostawiła jej prezent w postaci wspomnień. Tak to właśnie było. 9 sierpień 2011 roku, lecznica Ostoja, ul. Wiejska 93a, godzina 11-14. Obserwowanie cudu. 59 dni dojrzewało w Jeremice, rosło, nasłuchiwało, pr
zygotowywało się do życia poza mamusią. Kopało i wierciło się, im bliżej
c
udu, tym ciężej było mamie i senniej. Rankiem 9 sierpnia cud ogłosił, że pora go przeżyć. Karetką na sygnale nerwów i niepokoju zawieziono cud do lecznicy. Mamusia chciała jeszcze chwilkę zatrzymać cud tylko dla
siebie, zabrała go na trawnik, przekazała ostatnie informacje wewnętrzne. Potem zapadła w spe
cjalnie przygotowany dla niej chemiczny sen. Jaremka spała a świat wokół napełniał się cudem. W skupieniu, delikatnie, pewnie. Pierwszy cud złapał oddech... Między pierwszym i ostatnim czas przyspieszył, ręce operatorów wirowały i tańczyły
jak precyzyjne maszyny. Tyle cudów co palców u rąk. Każdy powitany z radością. Każdy przeżył to na swój sposób a mamusia spała. Jak się obudziła to stwierdziła, że jej jakoś lżej. Położono ją koło cudów, które poczuły, że świat wrócił do normy. Tyle trzeba mieć wiedzy i odwagi, żeby uwolnić cud. Ile to może kosztować ? Wdzięczność bez końca :) Widzieć to, niezapomniane przeżycie...