piątek, 23 grudnia 2011

międzynarodowe powitanie zimy



Zimową stolicą świata w tym roku została Lubiechowa. Drużyna łelkomingów przybyła w składzie internaszynal. Chińczycy w tym jeden z Czech, angielka i anglik, obywatelka świata i ludzie zewsząd. Przewodniczącym zimy został Witold Der Ka. Z okazji wernisażu zimowych widoków założył wyjściowe ubranie w kratę i pozował. Niziołki rozszczekane wyszalały się do wyczerpania baterii. Były też dzieci i sanki, jak to na zimę przystało, był też barszcz czerwony i makarony w sosie Pąpiru. Wszystko pyszne i akurat. Kolejne powitanie zimy wkrótce :)/zdjęcia jak zwykle oraz Adona S :) a tak na marginesie, ciekawe kto był bardziej zaskoczony? Wituś na widok Louisa, czy Louis w bliskości końskiej chrapy ? Jaremka ma nowego wielbiciela, jego imię to Dżamall, ona wie, że co Czech to dobry :)

czwartek, 22 grudnia 2011

Idą święta

Wszędzie pachnie bigosem, w siatkach zamęczone karpie, w sklepach kolejki, porządki, sprzątanie, pośpiech, nerwy, czy się ze wszystkim zdążyło... Najważniejsze jak zwykle na czas, święta się odbędą nawet w zabałaganieniu :) Spokoju życzymy, oddechu jeśli potrzeba, spacerów - koniecznie ! Spotkania z bliskimi i żeby Gwiazdka stwierdziła, że każdy był grzeczny :)

środa, 21 grudnia 2011

Białe szaleństwo z B&B

Od rana biało, co napadało to stopniało, więc niebo się siliło, żeby znów napadało i tak cały dzień. Białe się jakoś utrzymało do popołudnia. Goście przyjechali. Boguś i Barbara z Magdą. Basiula taka zadowolona ze spaceru, że ogonkiem machała i aż podskakiwała, gdyby mogła to by sobie podśpiewywała pod truflą. Coś takiego jest w śniegu, że jak go tylko psie łapki dotkną, to zaczyna się szaleństwo, szukanie zapachów pod pierzynką, tarzanie, ogólnie radocha. Zdecydowanie prościej być psem, nie potrzebne są sanki, jabłuszka, narty, deski. Sam śnieg wystarczy. Paskudy tak się zajęły zabawą, że nie zauważyły jak się im lis przygląda i jak sarny po polu spacerują. Do czasu oczywiście, bo lubiechowskie nosy jakąś zwierzynę leśną wyniuchały ... Dziewczyny uczą się wspólnego podróżowania, sukces za sukcesem. Kto miał gdzie siedzieć ustaliły później. Z boku awantura, dla znających temat delikatna wymiana zdań :) Boguś doskonale wie, że bronić należy Baseńki, w końcu z nią mieszka ! Jaremka o kłótniach zapomina jak tylko się skończą i natychmiast wpatrzona w Barbarę podąża jej śladem. Wiadomo, Baśka ma charakter, taki charakter to wzór dla Jeremiksa. W planach jest wizyta w Lubiechowej, co tam się będzie działo.....

wtorek, 20 grudnia 2011

Znalezione pod choinką na Wiejskiej 93a w Jeleniej Górze

Do Jaremki gwiazdka przyszła chwilkę wcześniej, zostawiła jej prezent w postaci wspomnień. Tak to właśnie było. 9 sierpień 2011 roku, lecznica Ostoja, ul. Wiejska 93a, godzina 11-14. Obserwowanie cudu. 59 dni dojrzewało w Jeremice, rosło, nasłuchiwało, przygotowywało się do życia poza mamusią. Kopało i wierciło się, im bliżej
c
udu, tym ciężej było mamie i senniej. Rankiem 9 sierpnia cud ogłosił, że pora go przeżyć. Karetką na sygnale nerwów i niepokoju zawieziono cud do lecznicy. Mamusia chciała jeszcze chwilkę zatrzymać cud tylko dla siebie, zabrała go na trawnik, przekazała ostatnie informacje wewnętrzne. Potem zapadła w specjalnie przygotowany dla niej chemiczny sen. Jaremka spała a świat wokół napełniał się cudem. W skupieniu, delikatnie, pewnie. Pierwszy cud złapał oddech... Między pierwszym i ostatnim czas przyspieszył, ręce operatorów wirowały i tańczyły jak precyzyjne maszyny. Tyle cudów co palców u rąk. Każdy powitany z radością. Każdy przeżył to na swój sposób a mamusia spała. Jak się obudziła to stwierdziła, że jej jakoś lżej. Położono ją koło cudów, które poczuły, że świat wrócił do normy. Tyle trzeba mieć wiedzy i odwagi, żeby uwolnić cud. Ile to może kosztować ? Wdzięczność bez końca :) Widzieć to, niezapomniane przeżycie...