Goście, goście, my lubimy gości, zwłaszcza jak wnoszą tyle radosnego zamieszania i pyszne prezenty :) Przybyli: Magda z Barbarą i Bogusiem i Laurent.Barbara olała wspólne zabawy i nawet dość dosłownie. W obawie, że znów coś może olać postanowiła spędzić czas pod drzwiami. Prezentując postawę - zawsze gotowa na spacer. Boguś wyjątk
owo nie interesował się Zulu
sem, Zulus nauczony doświadczeniem udawał, że wła
śnie wyjechał na długo i dość d
aleko. Pod sam sufit w zasadzie. Gwoździem programu był Pan Kanapka. Boguś wyraźnie chciał tylko z nim spędzić ten wieczór. Jaremka się rozemocjonowała, poszczekała
ale to na nic. Pan Kanapka przez chwilkę nie należał do niej :) Była też próba zjedzenia łysego mężyka, ale mężyk nie piszczy, to nie kręci Bogusia. Po stracie ulubionej zabawki Bogo kimał pod ścianą i zrobiło się cicho, jak makiem zasiał. Co się jeszcze dzisiaj działo? Barbara odwiedziła Związek Kynolo
giczny jako Owczarek pirenejski i była grzeczna. Wspólnie ze wszystkimi odebrała miot Cava
lierskich spanieli króla Karola. Za taki debiut należą się tylko pochwały i zachwyty. Miasto nie robi na Basieńce wrażenia. Uśmiech nie schodził jej z mordki uroczej. No to kiedy znów zajrzycie do nas? Zapraszamy ! Prezent pychotka!
Co to, jak to, stan przejściowy... Zima jeszc
ze się miejscami uczepiła świata jak rzep, trzyma zlodowaciałymi pazurami. Jaremka pochłania te resztki twardej kr
omki białego, zimnego do syta. Zanim słońce nie pokaże, kto tu zaczyna panowanie. Póki co te
wspaniałe wyspy
archipelagu zimowego są ulubionym miejscem szaleństw Miniutki. Nawe
t jeśli śnieg już ostry, drapiący, mokry, ale jednak śnieg, ukochany... Z resztą na pocieszenie pokazały się
Karkonosze, całkiem jeszcze białe i
zupełnie zimowe, to oznacza, że czeka nas jeszcze spotkanie z zaspą :) Na polach się powolni zie
leni i zasarnia, zasarnia
się też las, wszędzie widać poruszenie radosne, wędrówki z pola na pole,
oszołomienie słońcem i już jakby wiosenne przebudzenie. Pierwsi śpiewacy ćwiczą gamy, ach jak się robi wesoło, to słonko tak tym dyryguje i temperatura rozmrażania. Na skraju lasu smyczowego, jak się tak dobrze ulokow
ać, można się opalać i patrzeć na znikające z
pola zielonki :) Ciekawe co na to rolnik?:) My mu nic nie powiemy! Obiecałyśmy to macierzance, zeszłorocznej
ale wciąż aromatycznej. Dzień się wydłużył na tyle, że można ze słońcem doj
ść aż do ulubionej górki z widokiem, zapatrzyć się w horyzont i zaplanować pierwsze wejście
Jaremki na Śnieżkę. Jeszcze jej tam nie było, to jest plan na późną wiosnę. Dziś nam Śnieżka puściła oko szybą, oślepiła nas królowa :) W końcu się nas ta wyniosła panna doczeka ! A na koniec słońce zaszło na pomarańczowo-jeremkowo i pora była wracać, żeby się na gości szykować, jutrzejszych. Tak się dziś pięknie zima z wiosną spotkały, słonecznie, pachnąco, jak odwieczne przyjaciółki:)

Zapachniało dzisiaj wiosną, nawet słońce dzisiaj nie tylko świeciło ale i grzało przyjemnie. Osiedlowe stado saren
z Wiejskiej podwoiło liczebność, w zeszłym roku udało
się zaobserwować dwa osobniki, dzisiaj p
asło się 5 pięknych saren, w tym chyba dwa rogate koziołki. To miło wiedzieć, że nie padły ofi
arą myśliwych ani innych drapie
żników
wygłodniałych. Tymi samymi ścieżkami co my,spacerował dziś Frodo, znajomy golden o niepokornym charakterze i duszy włóczęgi. Frodo lubi się zapuszczać daleko, ale zawsze wraca
do swojego pana. Potra
fi napędzić Jaremce stracha, bo zwykle pojawia się nagle i ma wielką ochotę na wygłupy.
Powoli się oswajamy z jego temperamentem. Poza tym to piękny pies! Potrafi
tak ładnie prosić o towar
zystwo i tak
samo jak Jaremka uwielbia tarzać się w śniegu. Ciekawe, czy zima jeszcze wróci, my niepopularnie bardzo byśmy chciały jeszcze kilka dni mroźnych, białych i skrzypiących, chociaż wiosna wcale nam nie przeszkadza :) Wiosną przecież kapać się można... i sarenkom wiosną lżej...
I się rozpadało, tak się rozpadało, że się ni
e wstało na czas, bo deszcz kołysał do snu nie tylko w nocy. Jak się już wstało to... pojechaliśmy do Cieplic Śląskich - Zdroju, od 1976 roku dzielnica Jeleniej Góry, najstarszy kurort w Polsce. Pierwsze wzmianki o "ciepłych wodach
" pochodzą z XIII wieku. W XVII wieku uzdrowisko odwiedziła
królowa Marysieńka Sobieska. My tą ociekającą historią część Cieplic ominęliśmy, wolimy zjawiskowy i otwarty dla psów Park Norweski, który powstał na początku XX wieku z inicjatywy właści
ciela fabryki maszyn papierniczych Eugena Füllnera. Park oddzielał zakład produkcyjny od osiedla dom
ów pracowników. Obecna nazwa pochodzi od pawilonu wybudowanego na wzór restauracji w Oslo (Norwegia). Ozdobą paku jest staw z kamiennym mostkiem, nad którym usytuowany jest Pawilon Norweski, w którym obecnie
mieści się Muzeum Przyrodnicze. P
awilon jest jednym z piękniejszych budynków na świecie wg pani :) Mieści w sobie ornitologiczne zbiory ponad 6.600 okazów ptaków, jaj ptasich, oraz ssaków i ich skórek, rogów, motyli, muszli, przekroi drzew, gipsowych modeli grzybów, minerałów oraz min (owadów minuj
ących). Warto tam zajrzeć. Muzeum ma swoją stronę www. My poszliśmy dalej, na wały i w stronę Sobieszowa, to też dzielnica Jeleniej Góry przyłączona administracyjnie w 1976 roku, wcześniej samodzielne miasto. Od XIV do 1945 r. wieś stanowiła
własność rodziny Schaffgots
chów, podobnie jak wznoszący się nad Sobieszowem zamek Chojnik. Tak sobie dzisiaj we trójkę z Laurentem wędrowaliśmy przez Jelenią Górę. Deszcz sobie raz padał a raz nie. W Sobieszowie zastąpił go śnieg, to się nam bardzo
podobało. Mówią, że to k
oniec zimy... oby się mylili :) Takie mamy tutaj piękne widoki na góry :) I już wiemy gdzie znikają Ciepliczanie z wędkami!