
... aż tu dzisiaj właśnie pojawiło się w Jaremczynie słońce i ze sto albo i więcej cebulek różnych rozmiarów i maści. Krokusy, tulipany, narcyze, przebiśniegi, lilie, anemony, szafirki,
szachownice, band
a kolorowa. Rozłożyły się na stole i czekały. Cebulki, cebulki, cebulki. Cóż było robić. Szpadle, haczka, łopatk
a i pikownik w dłonie i do dzieła. Dla każdej cebulki trzeba było
znaleźć indywidualne miejsce, zgodnie z jej wymaganiami i potencjalnym wiosennym zakwitnięciem. Jaremka pomagała kopać doły, konsultowała nosem, czy miejsce oby dobre, czytała opisy z opakowań i zdecydowanie najbardziej jej leżały krokusy :) Ponad setka dołków w ciepłej ziemi i ponad setka nadziei
,
że wiosną z tych pogrzebanych c
ebulek coś wyrośnie. Obsadzając pieniek
odkryliśmy, że nasturtki są bardzo wścibskie, wrosły pod korę, sprawdziły co tam słychać i wylazły górą. Wyraźnie robią co chcą w Jaremczynie, zrzucają już nasionka i być może da to początek dynastii Nastu. Jaremka oddawała się lekturze opakowań, zdecydowanie
najlepiej czytać w biegu... Co na to nasz
parapetowy wychowanek słonecznik ? Chyba jeszcze takiej czytelniczki nie widział. Mało jeszcze widział, bo pod wierzbą zadebiutował kwiatem całkiem niedawno. Na to wszystko z truskawek wyszedł Biegacz wręgaty, któremu ktoś zakłócił spokój. Na szczęście nie był aż tak przerażony, żeby wyrzucić z siebie sok żołądkowy. Nasz egzemplarz
wyglądał jak miedziana albo brązowa figurka, przepiękny okaz. Biegacz wręgaty jest drapieżnikiem, żywi się ślimakami, dżdżownicami, larwami... i chyba lubi poziomki :) Urodził się zapewne z wiosenno-letnich godów, przezimuje w kępach traw albo pod korą. Obudzi się w kwietniu albo w maju, wszystko będzie zależało od wiosny. Wiosną powinny się też obudzić wszystkie cebulki, kto będzie pierwszy? Stawiamy na przebiśniegi i krokusy. Jaremka będzie sprawdzać już od roztopów :) Tymczasem śpijcie cebulki spokojnie.
Wrzesień, pajęcznikiem zwany w życiu Jaremki malował się w różnych odcieniach. Pierwszy, o którym niewiele wiemy, był zapewne szczęśliwym miesiącem szczenięcia. Rosła i rosła u boku
mamy, niewiele wiedząc o wielkim świecie i niespodziankach, które dla niej szykował. Drugi wrzesień nie był wesoły. To był czas rekonwalescencji. W sierpniu zamieszkała z nami i rzeczywistość ją przerażał
a. Wszystko nowe, niepoznane a i koniec smyczy zupełnie nieprzygotowany na ten wielki lęk. Moment nieuwagi i strach, skończyło się wypadkiem samochodowym, operacjami i długą drogą powrotu do sprawności. Wrzesień 2009 Jaremka poświęciła na stawanie na nogi. Udało się, za rok nie było widać śladu :) Dziewiąty miesią
c 2010 roku był wspaniały,wycieczki, grzybobrania... Potem był kolejny rok, ciąża, macierzyństwo, we wrześniu Jaremka wróciła do domu, w samą porę. Wyglądała mizernie choc
iaż wg niektórych, dla nas pseudofachowców, dobrze. Listwa mleczna się szczęśliwie wciągnęła bez pomocy farmaceutyków, po pogryzionym ogonie nie ma śladu. Mamy kolejny wrzesień. Ten zapowiada się ciekawie. Jaremka trzyma formę sportową na wypadek górskich wycieczek. Będą dożynki, odwiedzimy Raków i Wrocław... Właśnie zaczyna zmieniać sukienkę na zimową i w domu mamy codziennie Zulusa i stado kotów :) O przyszłym pajęczniku nie myślimy, bo aż strach!
Budziki w Lubiechowej zagrały apel
DO LASU ! Rześki poranek, szybkie śniadanie, kawa i powoli smok zapełniał się wycieczkowiczami. Pierwsza miejsce zajęła BarBasia, za nią Jaremka i Boguś. Gabra została wniesiona i ulokowała się na kolanach, sen niedokończony miała przecież. Rodzina Pąpiru w lokalnym
komplecie i
goście. W sumie 5 ludzi, 4 psy. Kierunek Tarchalice, czyli zaraz za Lubiążem. Cel - konkurs tropowców, gwiazda i nasz zawodnik - Boguś. Dobrze, że lokalne, wiejskie sklepy z mlekiem otwierają o świcie, bo pragnienie w na
rodzie wielkie.
Okoliczni informatorzy wskazali nam drogę, trochę kluczyliśmy leśnymi drogami. Na miejsce dotarliśmy wesoło i niespodziewanie szybko. Piękny park Krajobrazowy Doliny Jezierzycy i gościnne Centrum Edukacji Leśnej w Tarchalicach, doskonałe miejsce na spędzenie soboty. Na powitanie Krocionóg serwował pyszną kawę. Przedstawiciel rodziny wijów uwijał się i zachwycał, stalowy stawonóg pil
nował stołu i
plecaków. Na konkursie zjawiły się przepiękne psy. Labrador retriever ryjówka, z zapałem błocił nos i bawił publiczność uśmiechem niepowtarzalnym. Zjawiskowy Jamnik w rozmiarze standard, co za pies, nawe
t sceptycznie nastawieni d tej rasy podziwiali jego grację i elegancję. Przyjechali też
nasi działkowi sąsiedzi cz
yli Mali gończy gaskońscy, trudno było zdecydować, który bardziej urodziwy. A jak pięknie śpiewały. Poezja dla myśliwskiego ucha. Stawili się też przedstawiciele ras polskich, Gończy polski
i Ogar polski. Piękno ogara w lesie, na tropie, tego się nie da uchwycić na wystawach. W oczekiwaniu na wejście Bogusia na swoją ścieżkę nr 8 Jaremka urozmaicała sobie gonitwą po leśnych ścieżkach, zaczepianiem innych i
pomrukiwaniem na Basię. Basia nie pozostawała dłużna. Gabruśka poznawała świat kynologii
myśliwskiej, wszystko ją interesowała, z każdym chciała zamienić choć jedn
o słówko... Niektórzy odpoczywali przed pracą ucinając sobie drzemkę po długiej walce z opadającą powieką. Nasze kciuki zaciskały się kolejno za zaprzyjaźnionymi Golden retrieverami z Wrocławia. Tosca i Homer
pokazały klasę na tropie, zdobyły komplet punkt
ów, co na to niedowiarkowie? :) Okazało się, że to nie tylko psy wysokiej klasy wystawowej ale również wspaniali myśliwi. Wreszcie na swoją ścieżkę doczekał się i Boguś. Nasz zawodnik nie w ciemię bity
miał swój chytry plan przejścia nie tylko swojego ale i sąsiedniego tropu. Przecież był tuż tuż :) Bogo
to sprawdzony praktyk, wie, że dzik potrafi kluczyć a nie tak sobie iść przed siebie jak po sznurku. Ostatecznie zlitował się i swojego dzika odnalazł :) A widać
było, że jeszcze by sobie po tropach pochodził... czekając aż wszystkie psy udowodnią, że nos mają nie od parady zajadaliśmy się przepyszną grochówką. Jaremka aż mlaskała pożerając kiełbaskę, z resztą nie tylko ona. Pobuszowaliśmy po lesie, odkryliśmy, że
grzybów nie ma, za to są Borówki brusznice, niektóre owocowały a były też takie, które
postanowiły zakwitnąć na jesień. W zasadzie to popołudnie mogło trwać i trwać, pogoda łaskawa, las ogromny, towarzystwo wesołe... Tylko, że konkurs trzeba było zakończyć, ogłosić wyniki, wręczyć nagrody, oklaskiwać zwycięzców. Boguś zajął 6 miejsc
e na 14 uczestników, do domu wracał z dyplomem 1 stopnia. Plan wykonał :) Wieczorem było co świętować, przyszli goście, z lodówki wyskoczyła karkówka i kiełbaski. Lubiechowa świętowała sukces Bogusia i pożegnanie wakacji. Kto by przewidział, że tej nocy nie tylko wakacje się skończyły.