Można powiedzieć, że na dożynki jes
teśmy już przygotowane. Święto plonów, czyli tradycyjne Wieńce na pamiątkę słowiańskich obrzędów równonocy jesiennej będziemy świętować razem z rolnika
mi w Lubiechowej.
Wyżynki, obrzynki, wieniec, wieńcow
e, okrężne, żniwnioki. Zioła zebrane, ilość siedem, czyli symbolicznie i magicznie w Jaremczynie. D
la większej mocy powin
no być dziewięć ale dwa zioła jeszcze rosną sobie po
woli. Nasz wianuszek upleciemy z mięty pieprzowej, mięty czarnej, szałwii lekarsiej, bazylii, majeranku ogrodowego, macierzanki cytrynowej i melisy lekarskiej. Nasz dom pachnie wspaniale ziołami i gotowaną aronią. Aż ślinka cieknie. Odrobinę naszej lekkiej naleweczki zabierzemy dla
starościny Pąpiru. Ta mocna musi dojrzewać kilka miesięcy... Jaremka nic sobie nie robiła ze żniw, ganiała z butelką i rozśmieszała żniwiarzy. Dziadek malował płot, babcia porządkowała truskawkowo-poziomkowe poletko. Powoli szykujemy Jaremczyn na jesień. Idzie przecież, bo astry zaczynają zakwitać. Zażynki za nami, dożynki w planach. Nasz pierwszy sezon w JaRaju.
Wieści o maślakowym wysypie d
otarły do dziadków. Długo nie trzeba było namawiać. Już wieczorem ustalony był plan niedzielnego wyjazdu. Wczesnym, jak na nas, rankiem, wyposażeni w kobiałki, kawę i kanapki ruszyliśmy w lasy nad Wojkowem. Na po
witanie widok na Rudawy Jeremickie i
wspaniała słoneczna pogoda. Napotkany lokalny grzybiarz próbował nas zniechęcić, że ponoć grzybów mało i nie warto... . Nasz zapał nie zmalał,w końcu nie tylko o grzyby chodzi. Spacer w słonecznym lesie świerkowo-bukowym to sama p
rzyjemność. Kobiałki bardzo powoli
zapełniały się maślakami, podgrzybkami, prawdziwkami, kurkami i kozakami. Jaremka też wzięła aktywny udział w zbieraniu, wskoczyła wprost na młodego kozaka, jej pierwszy kozak w życiu :) Przeżył spotkanie z Paróweczką i teraz schnie. Do smakoszy grzybów należą oprócz nas Cz
wórzębce bielańskie z rzędu skoczogonków rodziny przyślepkowatych.Bardzo
płochliwe stworzonka, które zwijają się w kulkę jak tylko poczują zagrożenie. Czwórzębce licznie występują w górskich lasach, lubi miejsca wilgotne, stare pnie, liście i grzyby, zwłaszcza maś
laczki. Prowadzą stadny tryb życia, zupełnie jak Jaremka :) Po śniadaniu w środku lasu MajLo
nabrała sił i obskakiwała oko-liczne skałki, zanurzała nos w rosie i pławiła się w słonku. W gęstwinie świerków wpadł nam w oko dziwny żółty grzyb, który po dotknięciu zmieniał kolor na cz
arny. Rozpoczynamy akcję poszukiwawczą, imię jego chcemy poznać! Ktoś wie ? Czy
to może Wykwit piankowaty z rodziny śluzowców? Niemal zawsze z garbkiem w kształcie szpica. Dog vomit slime mold albo scrambled egg slime. Who knows, who knows :) Dziadkowie zniknęli z nożykami w lesie, skupieni na przeglądaniu ści
ółki leśnej a Jaremka pognała skrajem lasu na polanę przekwitających Starców łąkowych. W tle Karkonosze Wschodnie skąpane w słonku, pewnie pełne turystów, korzystających z pięknej letniej pogody. Dziś na obiad były grzyby! Pyszne maślaki. Reszta się suszy na zimę, będzie co wspominać jak śnieg zasypie drogi.

Zachodni kraniec Karkonoszy, najbardziej odludny, najmniej zagospodarowany turystycznie,całkowicie z boku i na dodatek z jednym jedynym szlakiem zielonym. Z Polany Jakuszyckiej zachciało nam się iś
ć na Halę Szrenic
ką. Mapa sobie, oznakowani
e sobie. Zielony szlak w tym rejonie zmienił swój przebieg chyba w zeszłym roku, sądząc po opisach na kamieniach. Wyruszyliśmy z Leśniczówki, bo t
ak wskazywały znaki, przez plac budowy szło się jak przez plac budowy, błoto, maszyny ... potem prowadziła nas mapa. Weszliśmy w piękny, dziewiczy las, ślady kopytnych i wilgotność powietrza jak w tropikach. Jedyne czego brakowało, to informacji, że idziemy szl
akiem :) Lady Di i Jaremka miały to w nosie, szły ścieżką i nie słuchały, że coś to nie tak
. I doszliśmy do Owczych Skał. Największa grupa skalna na tym kawałku Karkonoszy, położona na wysokości ok 1040 m n.p.m.,
granitowe skały 20 m
wysokie, podobno zwieńczenie jednej przypomina głowę owcy. Punkt widokowy, niestety dziś widoki skryła gęsta mgła. Sto metrów dalej dotarliśmy do szlaku zielonego, tylko, że tego starego przebiegu, zamalowanego.
Dobrze, że ktoś zostawił wskazówkę na kamieniu i wyjaśnił dokąd i którędy :) Panienki szalały,
słonko zaświeciło, woda w butach już tak nie doskwierała. Mokro, ciepło, idealne warunki d
la Maślaka żółt
ego zwanego grzybem okaz
ałym, grzybem strojnym, grzybem modrzewiowym, borowikiem strojnym, borowikiem pięknym, borowikiem żółtym, maślakiem czerwony, czerwonką, żółtakiem. W Polsce pospolity, zwłaszcza w górach, otóż dziś był niezwykle
pospolity wzdłuż całego szlaku. A jednak tego roku grzyby występu
ją! Na ostatni fragment trasy do Hali najlepiej założyć kalosze, bagno wciągało aż po kostki. Lady Di i Jaremka zabarwiły się na brunatno. Krótki odpoczynek pod schroniskiem
i dobrze znaną drogą w dół. Czasu wystarczyło na dotarcie do Piechowic. Jaremka polubiła niespod
ziewaną koleżankę. Szlak zielony wciąż czeka na przejście od początku do końca. Tylko, czy wtedy udałoby się poskakać po Owczych Skałach? Karkonosze w deszczu i w mgłach mają swój magiczny, tajemniczy klimat.

Już w Średniowieczu wiedziano, że Dziewięćsił bezłodygowy chroni przed chorobami. Działanie napotne, moczopędne, poprawiające trawienie, zwiększające potencję, bakteriobójczy, niszczący bakterie gram-dodatnie, zwalczający dur, wróg gronkowca złocistego, przyspieszający gojenie ran i wrzodów. Składnik koński
ch lekarstw, zwany chlebem myśliw
skim. Odnaleziony w smyczowym lasku dla leczącej rankę Barbasi, dla Jaremki i jej oka, Gabry i Bogusia, żeby cieszyli się zdrowiem. Moc dziewięciu sił, dziewięciu mocy Kąśliny dla wszystkich przyjaciół w potrzebie. Zostawiony w spokoju tam gdzie rośnie, nienaruszony, bo podlegający ścisłej ochronie, dzisiaj wróżył ładną, bezdeszczową pogodę, bo kwiaty pięknie otworzył. Oby i rano ten higrometr wskazał pogodę na wycieczkę :)