niedziela, 6 stycznia 2013

Jemiołuszki, kaczuszki, kąpieluszki



Pogoda jakaś taka nietypowa jak na niedzielę. Najpierw padało, potem wiało i padało a na koniec lało. Do wyboru było spleśnieć w domu albo spleśnieć na spacerze. Jaremka zdecydowała, że każde lenistwo pościelowe ma swój kres. 
Uzbrojone w kalosze i wodoodporny dobry nastrój poszłyśmy sobie tam. A tam stado Jemiołuszek objadało krzaki z owoców. Jemiołuszki przylatują do nas spędzić zimę w łagodniejszym klimacie. 
Nie są płochliwe, tam gdzie żyją, daleko na północy, rzadko spotyka je krzywda ze strony człowieka. Są bardzo żarłoczne, dziennie zjadają pokarm ważący dwukrotnie więcej niż one, trawią błyskawiczne, po 10 minutach nie ma śladu po obiadu :) Jemiołuszki mają olbrzymi wkład w rozprzestrzenianie się Jemioły. Wydalają nasiona, które przyklejają się do kory i zaczyna się nowe jemiołowe życie. Końce piór jemiołuszkowych ozdabiają kolorowe płytki, to jedyny ptak europejski, który nosi takie klejnoty na lotkach. No to smacznego rozgadane stado ! Nam czas odwiedzić stado milczące. 
Tajemniczy mieszkańcy stawu, czy to karpiowate, czy jakieś inne, Jaremka zrobiła śpiochom pobudkę. Skoro już jest i tak mokra, to czemu nie popływać. Lód się już przesunął od brzegu, warunki idealne dla morsa z futrem foki. Pierwsza kąpiel w tym roku zaliczona, wyjątkowo wcześnie. Słońce się nie zachowało, nie wyszło osuszać, bieganie za patykiem jest dość dobrą alternatywą. I biegiem do domu w ciepły kocyk się zawinąć. Tylko kaczki wydawały się zachwycone taką rozpadaną niedzielą.

sobota, 5 stycznia 2013

U Cyrusa i Dosi w Różyńcu

 

Na Nizinie Śląsko-Łużyckiej, w Różyńcu, gmina Gromadka pewna gromadka cenna jak najdelikatniejsza porcelana i zastawa Mieczysława, 
o którą walczą posagi, gromadka: żywe złoto, srebro, platyna i miedź wpadła jak orkan i zdobyła serce Cyrusa w mig. A jakże on był zaskoczony tą niespodziewaną inwazją wyszczekanych, rozbieganych i intrygujących wizytek. 
Cały Rosenthal słyszał jak się dobrze gości gości. Podwórze zamiecione, stajnia wysprzątana, smakołyki rozstawione po kątach. W stajni Dosia, w Dosi tajemnica. Tajemnica lubi spokój Dosi. Cyrek zorganizował zabawy plenerowe. 
Gonitwy, berek, turlanie, obwąchiwanie, skoki, w przerwach wspólny posiłek z kotem. 
Coś tam nawet  Cyrusik wspomniał, że następnym razem zabierze nowe koleżanki do Ocenane. Jaremka natomiast zafascynowana królikiem marzy o swoim prywatnym. Uszy ma taki królik akuratne i jest ciekawszy niż superprodukcja :)

W Janikowie. Noworoczny spacer z Marysią, PąPiru, Mirkiem, Messiaenią, Bosmanem Barbarą i Gabrą oraz imienimy Mietka



Janików, przysiółek w sołectwie Bogumiłów, gmina Żary. Stoki morenowe Wzniesień Żarskich rodzą tu ciek wodny Otwiernicę, która zasila stawy hodowlane Janikowa w wodę. Mord-Bach wpada do Czernicy kilka stawów dalej na północnym skraju Borów Dolnośląskich. Kiedyś to miejsce nazywało się Jenekendorf w okolicznych przepastnych lasach królowały Rothirsche, Rehy, Wildschweiny i Seeadlery. Granica się przesunęła po wojnie a jelenie, sarny, dziki i bieliki jak były tak są. 
Jaremka miała okazję odwiedzić to miejsce w pierwszy dzień Nowego Roku. Z Marysią, PaPiruskiem, Mirkiem, Gabrą, Basią i Messiaenią, nową koleżanką, jeszcze całkiem nieporadnym szczeniątkiem Wilczarzem irlandzkim. 
Trzymiesięczne dziecko o wadze tożsamej wadze MajLo. Istotka słodka, która rośnie w oczach i łamie wszystkie serca natychmiast :) Najbardziej zadowolona ze spaceru była Gabruszka, tyle tropów jeleni, łatwo o rozdwojenie nosa! 
Co więcej, stawy hodowlane pachnące wydrami i śpiącymi rybami. Bosman Barbara zakasała futro i wytrwale przewąchiwała okolice wody. Na leśnej drodze wolnego ruchu, bo dziury i kałuże, trzy Brytyjki  dokazywały. Meska ganiała Gabruszkę, Gabruszka robiła uniki a Jaremka sekundowała. Basia zajęła się rekonesansem. 
Potem były bardzo wesołe imieniny Mieczysława z Janikowa z całkiem świeżą babcią na talerzu z myśliwskim motywem. Przykro mi bardzo ale musisz wypić do końca a sztuczne włosy należy obciąć. A co tam nad lasem się działo w sylwestrową noc i kto końskie grzywy w warkocze zaplatał… przemilczeć.  Jak trafić w to miejsce wyjątkowe swoim klimatem i mieszkańcem, jedynym w swoim rodzaju, przyjaznym i otwartym a jeszcze gościnnym nawet dla miastowych? Wystarczy przebiec między dwiema sosnami, które zrosły się w jedną.
 Żeby nas tam jeszcze kiedyś ten świat przyjął, żeby się nam przytrafiło ukłonić stawowemu i schylić po zrzut. Marysię z Mirkiem i Wilczarzami odwiedzić. Jaremka wpisała na listę noworocznych marzeń i życzeń. Upewniła się śpiąc z Messiaenią w drodze do domu.

czwartek, 3 stycznia 2013

Witold się rozleciał ale nie spierzchł ;)

 




Ostatni dzień 2012 roku. Zabawa od rana :) Na początek szampańska zabawa z Witusiem. Jaremka, Gabra i Boguś wyprowadzili konia z sadu a następnie
 … nauczyli latać. Witold to nie piórko, nie listek na wietrze, nie fraszka ani nie igraszka. 
On tam był i latał dla mnie ;);) 

Patrzyliśmy w niebo, nie było latającego talerza, rozglądaliśmy się po okolicy, David Copperfield nie schował się w krzakach, nie wystąpiła nagła próżnia w Lubiechowej. Witold Pegaz. Leciał to leciał, po co to drążyć ;);)