środa, 13 sierpnia 2014

bottle battle











Najlepsze zabawki czekają na plażach. Zanzibaru. Bobru.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Świńkowanie, czyli odpowiednia zabawa w upał






Ze wszystkich ścieżek swoją wymyślamy drogę, że hej. 
Upał, upał albo burza, takie ostatnio jest pogodowe menu. Lato sobie tropiki trenuje, czy to już lasy mamy deszczowe ? Wiecznie zielone bywają, ale amplitudy roczne u nas zbyt wysokie. 
Nie pierwsze to kapryśne lato w kotlince, to przynajmniej wygrzewa a nie wyłącznie podlewa. Pan Baranek kanapowcem jest z pozoru, nie straszne mu głęboko wcięte w łąki potoki, nie marudzi, że głęboko, obrzydliwie, pająki i nie wiadomo co jeszcze… dobry humor nie opuszcza naszego kolonisty. 
Przez pola i łąki barankował aż miło. Widoczek, poza, proszę bardzo, wiem, potrafię, Pan Baranek. 
Nasza droga wiodła od wody do wody, w wodzie leśnej doszło do zabłocenia po pachy, nasz gość lubi Świńkować zupełnie jak Jaremka, jaki przy tym jest zadowolony… i szyszka jaka smaczna… Wszystko cieszy tego psa. 
Las łosiowy z miękką trawą i pięknym światłem, pole jęczmienia, złote pole pachnące sarnami, potoczek z wodą zimną i bardzo zimną, las strzelisty, 
przeorany pracami leśnymi, zwykła gałązka, która przypadkiem wpadła w zęby, Goryczak żółciowy też cieszył przez krótką chwilę. To był ostatni pełny dzień kolonijny Odiego. To tylko tydzień a już smutno było myśleć, że za chwilę wróci do swojej ludzkiej rodziny. Sympatyczny z niego pies.

środa, 6 sierpnia 2014

Samolotem przez Orle nad Izerę




Pierwszy drugi dzień sierpnia Kajtusia na zewnętrznej, poprzedni spędzał 
w całkowitym ukryciu a jeszcze wcześniejszy to ho ho, czy w ogóle był chociaż - aż myślą ? Powoli kończą się pierwsze daty Kajecika, niedługo pierwsze, jedne jedyne, wyjątkowe urodziny. Przed urodzinami wypada trochę się po świecie rozejrzeć a już na pewno zmoczyć stopy, no chociaż stopy… na więcej przyjdzie czas. 
Woda w Izerze zimna, małe ręce jeszcze takiego zimna nie są spragnione. Za jakiś czas zapewne trudno będzie je z tej izerskiej wody wyjąć :) 
Spacer sobotni nie był długi, za to wesoły i beztroski, jak to z dzieckiem, które cieszy cały świat. Przeszliśmy przez Samolot, wyludniony, bo to trasa pozornie łatwa. Na dodatek upał… większość wybrała zapewne wygodniejszy, bardziej równy szlak asfaltowy. My nie! 
MajLo pilnowała najmniejszego uczestnika wycieczki, zgłosiła się na ochotnika. Czujna była na szlaku, czujna w schronisku a najbardziej wczuła się w rolę nad rzeką, oczy dookoła głowy i zawsze gotowa nakrzyczeć, ze za blisko nas człowieku jesteś, odejdź. 
W nagrodę popływała, sama sobie wymyśliła zadanie to i sama wybrała nagrodę. Piknik nad Izerą w szczycie sezonu , przy głównym szlaku i przypomniało nam się jak to jest na bałtyckiej plaży. Wracaliśmy w cudzie, nad nami błękit nieba a padał na nas deszcz … orzeźwiający. Niech nie będzie tajemnicą, ze wdrożony został plan edukacyjny Kajtulka, plan o kryptonimie PRZYRODA. Na początek pióro i puch Bielika. Przynęta zadziałała.

piątek, 1 sierpnia 2014

Stóg-Smrek-Zajęcznik-dom




… dalej to dalej, iść dalej i wcale nie najkrótszą drogą. 
 Dzień jeszcze długi, na tyle, że można odbyć spacer nawet za granicę. Przemyt Oddiego, Pan Baranek nielegalnie przeszedł na czeską stronę, złamała prawo, nie ma przecież paszportu ;) 20 metrów pod górę w rozrachunku ogólnym, ze Stogu na Smrek. 
W szczegółach trzeba było jeszcze zejść do Doliny Czarnego Potoku, chociaż płynie nią Czerniawski Potok… tak dla zmylenia nazywany jest górny bieg Czarnego Potoku, nazywany na niektórych mapach. My nawet nie zamoczyliśmy w tym potoku myśli, bo źródło ma poniżej szlaku. 
Jak widać dolina czasem wyprzedza źródło. Potem była granica, chwilę pobyliśmy na czeskiej stronie, niedługą chwilę, bo smażonego sera nie było ;) Następnie straszliwie w dół, okropnie w dół, w dół nam nie w smak. Po drodze miejsce historyczne, Płyta, czyli trójstyk granic Górnych Łużyc, Czech i Śląska, w pięknym miejscu z widokiem na Czerniawę, Pobiedną i Nove Město pod Smrkem. 
Zielony szlak niech go szlag, w dół, korytem, kamieniami, dał nam w kość, na pocieszenie nasionka zebrane, co z tego będzie, dowiemy się wiosną. Pan Baranek dzielnie maszerował, Gabra jak zwykle za nic miała trudności trasy, MajLo po kamieniach i w dół miała troszkę dość. 
Minęliśmy Czerniawę Zdrój, potem trasą rowerową, przez Zajęcznik, z przerwami na pogoń za sarną… do Świeradowa Zdroju. 
Na Zajęczniku, który rozdziela Czerniawę od Świeradowa, można się podszkolić z nasion i hodowli lasu… Można też zajączkować jak Pan Baranek. 
Zielony szlak w Izerach jest zapewne kuzynem kaczawskiego niebieskiego szlaku, mapa sobie, szlak sobie. Na pomoc przyszła nam gondola, była naszym punktem orientacyjnym. Zatoczyliśmy koło, jakieś 25 kilometrów wymagających podejść i ostrych zejść. Izerere, nie można tych gór ignorować.