środa, 10 czerwca 2015

SIRUWIA, czyli ogród japoński u stóp Karkonoszy




Karkonia albo Japonosze, ogród niezwykłych barw, niespodziewany u stóp Śnieżki. SIRUWIA, 
1,5 hektara zachwytu, 600 różaneczników, mnóstwo iglaków, bylin, kwiatów, ptaków, siedem stawów, strumienie i dwa wodospady. 
Zgodnie z japońską zasadą jeden wodospad męski, 6 metrowy, spadający piękną kaskadą i wodospad żeński czule opływający kamienie. Stylizowana architektura, brama TORI i wiele miejsc na cichą kontemplację piękna. 
Gościnność tego miejsca jest wyjątkowa, grzeczne psy są tu mile widziane, niech się wstydzą niektóre parki miejskie ;) Jaremka trochę była onieśmielona, grzeczna, grzeczna, czy potrafi taka być? W Japonii a i owszem, nawet wsparła ogrodników i wykosiła kilka traw, które zapewne rodowód miały karkonoski. 
Ogród japoński uwzględnił w swoim roślinnym menu również gatunki europejskie, grążel żółtą, kosaćce, brzozy, buki, świerki, języczniki, sosny, irgę, barwinek, modrzewie…. wyliczać można długo. Brakowało jedynie samuraja i gejszy ;) 
Japoński ogród w Przesiece, do którego wiedzie stromy, wąski i kręty asfalt graniczy z karkonoskim reglem dolnym. Wyniosłe świerki stanowią doskonałe tło dla płonących kolorami mieszkańców SIRUWII. 
Takie atrakcje zapewniają nam dziadkowie, babcia Maria dokładnie studiowała rośliny, dziadek Andrzej skupił się na konstrukcjach drewnianych. 
Może i w Jaremczynie powstanie mikro Nippon… Jednak nie ma nic piękniejszego niż górski las… potoczek, jagodziny i ślad dzikiego życia. SIRUWIA to miejsce, które trzeba zobaczyć, 
jeśli się lubi oglądać kunszt natury w połączeniu z człowieczym pomysłem na ułożenie tego kunsztu w architektoniczną całość i otwierające się kompozycje, harmonijne i nieprzytłaczające. W obliczu natury człowiek jest jednak w powijakach.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Ostatnia lubiechowska majówka 2015. Nieurojona, potwierdzona radość.



Maj nam zleciał błyskawicznie, mgnieniem oka skupionego na Jaremczynie, Horbosiach i innych sprawach, o których mądrzejsi mówią, żeby nie myśleć. 
Na samym końcu maja ogon Witolda wymagał wymycia, Gabra została przejrzana od środka a wieś kaczawska raczyła słońcem i smakołykami. Stajnia pełna jaskółczego szczebiotu, 
coś tam się wykluło pięknego ale jeszcze nie widać, pliszki, pleszki, rozśpiewane ptasie życie z mozołem karmienia, wiosna dojrzewa. Lato przyniesie piękną niespodziankę, nowe życia, wyczekane. Obecnie grubnięcie i senność, wyciszenie niezwykłe dla szalonej istotki. 
Nosi w sobie tajemnicę. Maj 2015 roku z wielu powodów będzie niezapomniany, począwszy od Quilka i jego sukcesów, przez toster, debiuty pielęgnacyjne aż po bijące na USG serduszka w 3 centymetrowych, zupełnie nowych, pierwszych Często Zmorkach. 
Po wyjątkowym maju, czas na jeszcze bardziej ekscytujący czerwiec, który zaczął się od Przykrzaków, pastw i Kochlika. Co to będzie, czasu nie ma, zawsze jest, nigdy jest, tu i teraz idealnie wręcz. Jaremka wysiadywała cebulę, obok fasola wysiana, plonów się spodziewamy na wielu frontach. Zalesie.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Karpacz-Lucyna-Karpacz




Zimy kto szuka, ten znajdzie ją na wysokości, odpowiedniej. To nie było dawno, bardzo dawno temu, 
w kwietniu 2015 roku, w połowie miesiąca, za wiosny. Babski wypad w Karkonosze, 100 % kobiecości :)  Basia, Gabusia, Misia i smyczowe. Słońce, które na pewno też jest kobietą, poszła z nami. 
Ciepło było aż nadto, prażynki, sauna, letnie zmęczenie ciepłem. Dookoła śnieg, można się chłodzić nim do syta, po pas, tyle go aż tyle. Trasa dobrze znana od jednego punktu do drugiego i dalej. 
Karpacz, dawny tor saneczkowy, Strzecha Akademicka, wigwam, Lucynka i najpyszniejsze karkonoskie piwo wysokogórskie PAROHÁČ, zaskakująco bezwietrznie. Taras skąpany w jej promieniach i widok na jej wysokość Śnieżkę. Dzień babski ma być i już :) 
Tak dla żartu, bo tak wyszło. Plan przyszłościowy, hodowlany trzeba było wynieść wysoko i zmierzyć, czy wart realizacji. 
Wartość pokazała, że jak jej przyjdzie chęć to da popalić. Kłótnica, sekutnica, zadziorna, DZIAMGOLA! Plan się wyjawi w swoim czasie… Jaremka nie ma z tym nic wspólnego, kto mądry to wie :) 
Wracało się wesoło, wiatr sobie przypomniał, że tu jest jego miejsce, tu na Równi pod Śnieżką, mili turyści i piękne widoki, szczęście mieć to wszystko na wyciągnięcie ręki. Tej zimy zimy nie było za dużo, tym bardziej cieszy zimowa aura w kwietniu. Towarzystwo sprawdzone, pogoda wymarzona, widoki jak widać… W maju powtórka ? W większym gronie dosłownie i dosłownie? 
Pozdrawiamy Gosię i Korę, dziękujemy za list. U nas wszystko dobrze, wiadomo, dzieci szczęścia tak mają, że choć wieje w oczy wiatr to i tak jest pięknie. Zwłaszcza powyżej kilometra nad poziomem morza.

czwartek, 26 marca 2015

ROXY'S HUMPHREY BOGART Czeczuga i jego Nowy Rok, urodzinowy spacer, Przylaszczka, Miodunka, Bluszcz, Poziomka, Witold, Rudy, Basia, Jaremka, Bosko bosko



Wszystko nie w tej kolejności, chociaż i tak nie ma ta kolejność znaczenia. Najważniejsze, że to był udany dzień, Bogusław zaczął Nowy Rok, 
bo on Sylwestra obchodzi 21 marca. Na Nowy Rok Bogusia zakwitły Przylaszczki pospolite o liściach w kształcie wyjątkowym, trójklapkowych, sercowatym u nasady, autorowi łacińskiej nazwy liście kojarzyły się z wątrobą, Hepatica nobilis. Wczesnojesienne kwiaty cieszą oko dzięki pracy zimozielonych liści, to one pobudzają młodą roślinę do kwitnienia a następnie schną. Młode liście pojawiają się później. 
Nie należy spożywać Przylaszczki, zawiera trujące glikozydy ranunkuliny. Gorzki, ostry smak i sok drażniący błony śluzowe i skórę, piękna z wyglądu może być nieprzyjemna nawet podczas zrywania. 
Po zjedzeniu, jeśli się zdarzy, nie należy powodować wymiotów, tylko pić wodę, dużo wody, tyle ile pomieści Witoldowy stajenny kubeczek :)
 Przylaszczka była stosowana w ziołolecznictwie, Jakub Böhme twierdził, że Stwórca wyraźnie zasugerował wyglądem rośliny na co działa najkorzystniej. Najważniejszym działaniem Przylaszczki pospolitej jest to, że kwiecie noszone przez kobietę przy sobie, ma zapewnić jej miłość ukochanego mężczyzny. 
Przylaszczka do 2014 roku była pod ochroną. Miodunka ćma tradycyjnie zakwita przed wypuszczeniem przez drzewa liści. Dzięki niej błonkówki mają co jeść. Nie grozi jej samozapylenie, bo cześć kwiatów ma wyższe słupki a część ma wyższe pręciki. Dobroczynnie działa na układ oddechowy, suszone jest całe ziele. 
Miodunka nie lubi słońca, chowa się w cieniu, w stertach zeschłych liści i uśmiecha się do wnikliwych obserwatorów runa leśnego pięknymi kielichami, młode są różowe a im starsze tym bardziej fioletowe. Na Łomach Bluszcz pospolity, jedyne zimozielone polskie pnącze, roślina dożywająca kilkuset lat a ponoć i tysiąca, trujący ale i leczniczy relikt trzeciorzędowy oraz Poziomka, bogata w witaminę C, wg Hieronima Boscha symbol delikatności, subtelnego erotyzmu i urody. 
Podobno zjedzenie 3 kg poziomek zmieszanych ze śledziem i cebulą skutecznie wygania tasiemca. Gotowane z mleku z cukrem wzmacniają cały organizm… lecznicze są liście, usuwają z organizmu toksyny rozpuszczalne w wodzie i toksyny bakteryjne. 
Natura chętnie zadba o człowieka. Skrywa pomoc w najmniejszej roślinie, wystarczy zadbać o naturę i pomóc najmniejszej z roślin :) Witold czekał w sadzie, czekał też Rudy, na Nowy Rok Bogusia zaświeciło słonko i były zabawy. Sto lat nasz kochany Humphreyu Bogarcie, topowy aktorze leśnego kina noir - czarnego zwierza, sanglier fatale i gangster w rolach głównych.