poniedziałek, 18 marca 2013

Szklarska Poręba - Pod Łabskim Szczytem - Jagniątków, na przekór oczekującym na wiosnę :)



Niespodzianka dla wszystkich, którzy wypatrują, wyczekują wiosny! W Karkonoszach jej nie ma! Jaremka osobiście sprawdziła rejon Karkonoszy Zachodnich. 
Od Szklarskiej Poręby Średniej, przez krawędź Łabskiego Kotła aż po Jagniątków, wszędzie śnieg. I to nie jakaś byle ledwo warstewka. Śniegu po pas i wciąż go przybywa. Powodzenia na szlaku życzyła na karkonoska kura, która wyszła na niedzielny spacer, uniknęła rosołu, jest powód, żeby radośnie zagdakać na widok turystów. 
W góry idziecie? Idźcie, idźcie, ja już tam byłam jeszcze jajkiem będąc... Ko ko kochani. Ko ko ko koniecznie pozdrówcie Ducha Gór, podobno kurzy na szczytach. Hau hau hau to recognize him? Ko ko kold wind wil tell U! Piórka wam nie dam, bo mi będzie wiało po grzbiecie.   
Zaraz za walońskim przybytkiem weszłyśmy na nasz szlak, Czeska Ścieżka, jeden z najstarszych transgranicznych traktów karkonoskich. Przedeptywany już w XIII wieku. Jeden z tych, które wygodniej pokonywać w zimie, kiedy kamienie chowają się głęboko pod śniegiem. 
Pogoda jak z bajki, bajkowy las wokół, słońce i nikogo do ściągania. Tak, to widoczny znak, że jesteśmy wybitnie głupie :) Stupido stupendo… Szczęściary. I tak kilka kilometrów pod górę, przez Czeską Kładkę nad zamarzniętym Szrenickim Potokiem, który zwykle pędzi w dół na spotkanie Szklarki, żeby spaść  piękną kaskadą wodospadu. 
Szrenicki Potok łączy swoim nurtem cieki Łabskiego Kotła i Szrenickiego Kotła. Na granicy Karkonoskiego Parku Narodowego można posmakować Bystrego Potoku, syna lewego, Łabskiego Kotła z minimalną dolewką z kotła prawego, bezimienny ciek wodny spływa pod samym schroniskiem Pod Łabskim Szczytem. 
W lecie to bardzo pożądany kubek zimnej, górskiej, pysznej wody. Teraz takie leniwe, skute lodem…ale jak tylko przyjdzie odwilż i puszczą śniegi to się rozbrykają ich nurty. Przyjdziemy to osobiście sprawdzić późną wiosną. 
Im wyżej tym Duch Gór bardziej obecny, zwiewał z gałęzi odrobiny śniegu iskrzące się w porannym jeszcze słonku. Tyle zapierającego piękna dla nas, aż się buzie uśmiechały. Jaremka postanowiła uczcić ten raj pogonią za patykiem. 
Na szczęście śnieg zmrożony i nie zapadała się po uszy albo i głębiej :) Głębiej, głębiej bo aż po pas… tak szybko zima nie odpuści z tego lasu, oj potrzyma jeszcze, jak dobrze!  No i w końcu wyszłyśmy z cudnego lasu. Prosto w porywiste objęcia Ducha Gór! 
Tak, on tam był i nie szczędził pozdrowień. Ostre, zimne, gwałtowne podmuchy przygniatające. Majlo całkiem zwiało uszy na grzbiet, taka to siła. 
Tak nas witasz, z całego serca, jak miło, jak trudno złapać oddech od tej ogromnej Twojej mocy. 
Czujemy, że żyjemy, z każdym krokiem po zlodowaciałej powierzchni śniegu, niby tylko lekko pod górę a jednak tak ciężko. 
Jaremka kocha góry ale ten wiatr zupełnie ją zdezorientował. Prosi dość, już wystarczy, nie musimy iść tam wyżej, za dużo ma tego wiatru wszędzie, w uszach, oczach, sierści, jestem przeczesana i przewiana i tyle się już nasłuchała a nie naoglądałam, bo śnieg zalepia cały świat i oczy! 
To w takim razie w tamtą stronę kiedy indziej, jak Duch Gór złagodnieje na otwartych przestrzeniach. Piękny Łabski Kocioł w czystym słońcu, przy cudownie niebieskim niebie, nagroda za długie, dość męczące jednak podejście i spory z wiatrem. 
Gdzieś w tej kurzawie schronisko Pod Łabskim Szczytem, gościnne. A my w dół, żółtym szlakiem obok Kukułczych Skał, nad nami dumna Szrenica, tego dnia wyciąg stał. To ten Duch Gór go zatrzymał. Na koniec jeszcze raz pod górę, z powrotem, z pomocą… i znów w dół, aż do Jagniątkowa, lasem przedeptanym przez jelenie. Ko ko kochana kurko Hau to say, we Love this Ghost! No matter what! Ko ko ko kochamy. 

sobota, 16 marca 2013

Wzgórza Dziwiszowskie, sekcja Koziniec




Wzgórza Dziwiszowskie, północno-granica Kotliny Jeleniogórskiej, 
według niektórych północny skłon Gór Kaczawskich, inni uważają, że to osobne maleńkie pasmo górskie Sudetów Zachodnich. 
Granitowa wyspa zalesionych pagórków, dzikich łąk, świerki, buczyna, modrzewie i brzozy a wiosną trudne do przebrnięcia królestwo jeżynowisk. 
Z jednej strony kotlina z drugiej rzeka Bóbr. Nasze najbliższe, bardzo nam znane pasemko, które naturalnie przemierzamy od zawsze. Rozległe kopuły wzniesień niewysokich, bo nie urosły większe niż pół kilometra, wspaniałe miejsce na poobiedni spacer. 
Małe można pomyśleć, niepozorne ale potrafią zmęczyć stromymi podejściami. Plan był prosty i w prostocie idealny, Koziniec… Jaremka rozpoczęła od gonitwy za sarnami z Grabarowa. Same wyskoczyły wprost pod nos! 
Zaganianie po polu, świetna rozrywka, nie dla saren Jaremko! Na szczęście one są jeszcze szybsze niż Gabra, mogą Ci się śmiać w nos ;) 
Idealny plan zmienił się w plan doskonały, okrążymy Koziniec, sprawdzimy czym pachną lasy od wschodniej strony. Pastwiska puste, no prawie, bo na skraju lasu pasą się mieszkańcy lasu, jeszcze zaśnieżone. Śmiało, póki nie ma tu stada krów, widoki warte tego delikatnego podejścia. 
Za pierwszym pagórkiem panorama na Wzgórza Komarnickie i widok na najwyższe ze Wzgórz Dziwiszowskich – Koziniec. MajLo poczuła w sobie dzisiaj powołanie do myśliwienia, znikała na długie chwile w lesie, wracała wyraźnie zadowolona :) 
Tropiła, węszyła, gnała, odnajdywała drogę powrotną. Nie sposób się na nią złościć, skoro sprawia jej to tyle przyjemności! Dzisiaj nasze ścieżki wytyczały sarnie tropy a sarny nie zawsze wybierają najprostsze rozwiązania. Lasu tu tyle, że można spędzić w nim godziny pod górę i godziny w dół. Wspaniale mieć takie sąsiedztwo w zasięgu łap. Wejście na Koziniec od strony wschodniej jest zdecydowanie dłuższe ale łagodniejsze. Zejście pewnie też, pod warunkiem, że nie wybiera się sarniej ścieżki z pieca na łeb :) Takie były dziś decyzje Jaremki, przed siebie bez względu na trudności. Z doświadczenia wiemy, że na czterech łatwiej niż na dwóch. To i tak była tylko rozgrzewka, bo jeśli słoneczna pogoda się utrzyma jutro Jaremka potropi wyżej. Nie, nie, to jeszcze nie wiosna, to tylko tak wygląda! :)   

piątek, 15 marca 2013

Cooleganki



Przykro nam ale świetnie się razem bawimy. Cooleganki. So (something) good to have friend, she has time for me!  
Bo ona jest i gabrzy ze mną! Czasem przegabrzy i trzeba ojaremczyć. To nie pomaga. Rozgabrzona jest nie do zatrzymania, nie ma co się jaremczyć, trzeba się rozpędzić, roztorpedować i dooooo patyka. 
Zawsze druga, przeważnie druga :) Who cares… carries the stick ;) Fantastick! Te dwie chyba pojadły owsa, nie dość, że energia aż kipi to jeszcze ćwiczą zaprzęg. Każdy kij ma dwa końce. Jeden dla Jaremki drugi dla Gabruszki. Galop niesynchroniczny ale wydajny. Pierwszy taki w życiu Jaremki, zapomniała się albo się uczy. 
Na dodatek trudno jaremczyć z patykiem w zębach. Urodzone, niezmordowane Cooleganki. 
To była niedziela i zapowiadała się wiosna. Nie na długo się zapowiedziała, na szczęście. Nevermind i whatever, bo patyczkować można i w zaspach i w roztopach. NMW. Sens w tym, żeby było z kim, żeby patyk był, no ignorance. Ignorantom jaremczymy NIE, bo lepiej gabrzyć niż nie gabrzyć  :) No time for me? (something) off. Cooleganki zawsze on, bo mają dla siebie czas :) Prwadziwą Coolegankę poznaję się na spacerze!

sarenki Jaremki




Mrówki się nigdy nie mylą ! Krety nie zawsze znają odpowiedź na pytanie o koniec zimy! Kochana, wróciłaś ! czekałam, oj czekałam, bo mrowiska śpią ! 
Trzeba by te mróweczki podkarmić czymś na sen, dopóki nie wyjdą spomiędzy igieł wiosna nie zajrzy do nas na dłużej…. Spać ! Spać, śnić, ant dream, sleep before spring corvee. Gdzie by ucho przyłożyć słychać narzekania, ze zima jest zimą, że śnieg pada w zimie, że zimno w zimie, lód, mróz, że zima jest zimą, a to nie tropiki! 

Kiedy ona minie, czy jeszcze zimą zimy nie będzie ? od tego narzekania zaczęła Jaremka chodzić na 2 łapach, robić głupie miny, bo jak można ? Jak tak można przykrość sprawiać zimie i krytykować ją za plecami, prosto w śnieg? A zima ma was raczej w mrozie, bo pada i pada i biało :) 
I powiedzcie mi dwunożni, jak Wy to robicie, że się nie przewracacie? Może i  widzicie dalej, bo głowy nosicie wyżej :) ale ja lepiej radzę sobie z sarnami! Wiem jak je poprosić, żeby pięknie do zdjęcia się ustawiły, wiem jak je nakłonić do wyjścia z krzaków, piękne panny i kawaler. 
Dear deer dearest from deers, tear my eye from donuts. Tears from Sun. Sun is so far away. A sarenki całkiem blisko, wyskoczyły, jakiś karzeł depcze nam po ratkach! W tym bushu słychać a nie widać kto to taki, lepiej stanąć na polu otwartym i zobaczyć, czy to wróg, czy jakieś niewiniątko. Nie wybiegło… Zawróciło i co teraz? 
Nasze stado saren biega w koło, Jaremka w koło za stadem jak trzeba a jak trzeba to spokojnie siedzi przy nodze i patrzy. Takie to małe, takie delikatne stworzenie, sarna. Aż mi jakoś nieswojo, że im burzę spokój nagłymi wtargnięciami. Don’t be angry, don’t be hungry. 
I FLY. 
Tam pod śniegiem śpi małe Oregano Marjoramo. Oregano, pizza taste, jeden ze skutków ubocznych 2WW, udana inwazja na US w kieszeniach american soldiers. Tak im Europa posmakowała, na szczęście sarenek nie wyżarli do zera! A tu zima i na białym najlepiej widać, że saren jest 6! 
I’ve got your 6!