poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Orle-Jizerka. Izerere sezon 2014




Na dwoje babka wróżyła w sobotę. Rację miała, bo niebo było kapryśne. 
Nie iść zostało w domu, z kotem na parapecie. Iść poszło z nami. Najpierw pojechało, za darmo, pojechało do Jakuszyc. Na cały dzień iść poszło z nami. Trochę zmokło, trochę się wygrzało w słońcu, chciało iść iść z nami, nam się iść też chciało. 
Drogą wygodną, trasą dla każdego z Polany Jakuszyckiej, już bezśnieżnej i bezludnej od narciarzy biegowych prościutko i raźnie na Orle. Na Orlu, jak to na Orlu wczesną wiosną, trzeba było ponownie przywitać się z rękawiczkami i się poubierać we wszystko możliwe. 
Huta szkła już od dawna tu nie ogrzewa dłoni. W zastępstwie była gorąca herbata i pączki. Zdecydowanie to jeszcze nie czas, żeby rozbić chwilowy obóz nad Płonką. 
Poza tym inny był plan. Starą ścieżyną szklarzy, przez Granicznik, zwany kiedyś Mohheinrichfels, dawny pomnik przyrody, obok którego jak powiadają stare księgi, wyryty był znak, przedstawiający mężczyznę wskazującego dwoma palcami północ, tam gdzie skała Stary zamku. 
„Idąc tam po wodzie, która stąd wypływa, znajdziesz dużo złota”. Stary zamek to grupa skalna na Grzbiecie Wysokim, jakieś 800 metrów dalej, na Jeleniej Łące, trzy ciemnoszare skały, jedna obok drugiej, ukryte w gęstwinie. 
Na jednej z nich wyryty znak waloński, krzyż św. Andrzeja. Znak odkrył Will Erich Peuckert, znawca folkloru Gór Izerskich. O złocie cisza. Walonowie nadal strzegą swych tajemnic. 
Zatem starą ścieżyną szklarzy, która łączyła Orle z Jizerką, dotarliśmy do rzeki i mostu, który strzeże św. Nepomucen. Minę ma tęgą. To już trzeci most tutaj. 
Pierwszy zabrała w 1899 roku rzeka, drugi, żelbetonowy z 1901 roku, który w swej konstrukcji był pionierski na skalę europejską ze względu na użyty materiał, wysadzili żołnierze WOP w 1981 roku. Obecny, drewniany mostek graniczny na Izerze otwarto dla turystów w 2005 roku i wciąż wygląda jak nowy. 
To pewnie zasługa nie byle jakiego strażnika. Izera w tym miejscu wygląda imponująco, przy niższym stanie wody można pospacerować z kamienia na kamień. Latem iść najchętniej by tu zostało na dłużej i się pobyczyło w słońcu. 
Kładkami, korzeniami, lasem ciemnym i soczystym prosto do podnóże Bukovca. Bukovec to bazaltowy szczyt, którego nie da się pomylić z żadnym innym, taki jest charakterystyczny. Dominuje nad Jizerkou. To jeden z największych i najwyżej położonych bazaltowych, kopulastych szczytów w Europie. 
30 hektarów rezerwatu przyrody, florystyczny raj. To zasługa bazaltu, uwielbianego przez Wawrzynek wilczełyko, Arnikę górską, 
Jastrzębiec pomarańczowy, Niebielistkę trwałą, Tojad dzióbaty, Pełnik europejski i inne leśne rośliny i rośliny typowo górskie lubiące wilgoć.  Dla badaczy, poszukiwaczy, ciekawskich stworzono tu 6 kilometrową ścieżkę edukacyjną, najstarszą w czeskich Izerach. 
Iść wypatrzyło przekwitający krzak Wawrzynka. 
Na początek cieszy i to. Przed nami Jizerka, to już inna opowieść, bo Jizerka zasługuje na specjalne traktowanie. 

Niektórzy nazywają ją Koroną gór, pół wieku poprzeplatanych historią i górami losów. Jedna bardzo wyjątkowa łąka…

środa, 9 kwietnia 2014

Dzień Różeńca górskiego i Tawliny jarzębolistnej w Jaremczynie, pogoda w kratkę



Nie ma złej pogody dla odpowiedzialnej ogrodniczki. Od kilku dni niebo prowadzi testy porównawcze słoneczno-ulewne, wiatr się rozszalał a na dodatek w górach spadł śnieg. 
To tłumaczy, dlaczego znów zrobiło się zimno. W Jaremczynie przywitał nas zaskoczony mistrz treli, Szpak zwyczajny, ćwiczył różne odgłosy, udawał kota, myszołowa, skrzeczał, klekotał, umilał nam czas jak tylko mógł. 
Zaskoczony był głównie naszą obecnością, bo w taką pogodę to zwykle on tu rządzi. Szpaki obecnie szykują się do lęgu, są bardzo zajęte ale znajdują czas na koncertowanie. Najdłużej żyjący Szpak koncertował 20 lat. Równie zdziwiona naszym towarzystwem była Sroka zwyczajna z rodziny krukowatych. 
Sroki wprowadziły się do miast stosunkowo niedawno, jakieś 40 lat temu, wcześniej nie opuszczały wsi. Ich głośna natura współgra z miejskim zgiełkiem, powoli wypierają z parków Kosy i Drozdy, odpowiedni specjaliści już się tym zajęli, żeby miejsca i pokarmu wystarczyło dla wszystkich. 
roki są monogamiczne, wyprowadzają jeden lęg w roku, zaczynają wcześnie, bo nawet w lutym. Sroki jako jedyne niessaki zdały test lustra, oznacza to, że mają samoświadomość. 
Słonie też ją mają. W Jaremczynie świętujemy przezimowanie Różeńca górskiego, podarowanego przez KPN, wydaje się, że i Skalnica śnieżna powoli wychodzi spod ziemi. Dla obu cennych gości przygotowaliśmy skalniak i bardzo wygodne kwaterki wśród kamieni z Kaczawy. 
Różeniec to roślina wyjątkowa, jego kłącze to panaceum. Jest silnym adaptogenem o niezauważalnej toksyczności. Adaptogeny to wyjątkowe rośliny, przystosowują organizm do istniejących warunków środowiska. Działają na poziomie komórkowym, w obrębie współczulnego układu nerwowego. 
Bronią przed negatywnymi bodźcami fizjologicznymi i psychologicznymi. Taki skarb rośnie w Jaremczynie. Poza tym najmniejsze z tulipanów zakwitły, zawstydzając większych kuzynów, zrobiło się czerwono. 
MajLo pilnowała skalniaczka, uczyła się jego zapachu, drzemie w nim ziemia z samych Karkonoszy, to pewnie bardzo dobrze ją nastraja na poziomie zmysłowym :) Z innych nowinek, do flory jaremczyńskiej dołączyła Tawlina jarzębolistna z rodziny różowatych o delikatnych, opalizujących – jak zauważyła Elula – delikatnych liściach. 
Do Europy zawleczona z Azji, będzie tworzyć tło w samym, najważniejszym kącie. Zdrowo rozrósł się Czosnek niedźwiedzi, kolejna radosna niespodzianka. Jaremka pograła w jeżyka, pospacerowała grządkami, w końcu jakieś prace w ogrodzie trzeba wykonać… Potem zrobiło się ciemno i przyszła ulewa, zimna, kłująca i niezbyt uprzejma. Na szczęście mamy dach i podłogę, gdzie można przeczekać i posłuchać jak szumi opad. Ptaki zamilkły. Ulewa się wyczerpała i znów można było poganiać za jeżykiem.

środa, 2 kwietnia 2014

na 50-lecie sondy Зонд 1 wystrzeliliśmy się na Szybowisko



To już kwiecień, niedawno witaliśmy Nowy Rok. 
Czas nie odpoczywa, pewnie też się nie męczy. Nie słychać też, żeby dopadało czas przesilenie wiosenne. Na półkuli północnej kwiecień oznacza wiosnę, na południowej jesień, Zaczyna się zawsze w ten sam dzień, co lipiec a co cztery lata dołącza do nich styczeń. 
Dawniej nazywany łżykwiatem, brzeźniem, dębniem, zawsze imię nosił florystyczne. W Dzień świętego Franciszka pustelnika  szuka ziaren myszka! Bociany powinny już wracać, powinny i wracają. 
Na pewno jedna para wróciła, była widziana :) Dla spóźnialskich jest jeszcze drugi termin, 4 kwietnia, na św. Izydora dla bociana pora. Tylko, żeby pamiętały bociany, że przeszliśmy na czas letni, jest jeden wyraźny plus, mamy dodatkową godzinę na spacer w towarzystwie słońca. 
Minus jeszcze bardziej wyraźny, przynajmniej na początku, że trudno się wyspać przeszło w wyspać się nie da! Ach gdyby tak się dało spać szybciej, intensywniej… To miło, że jest ciepło i, że słońce świeci, tylko czemu ruszamy się jak muchy w smole? 
Jaremka też, wciąż w trybie zimowym. Z wiosennych nowości, zaorali łąkę przy starym krzyżu, tradycyjne miejsce wypoczynku kocykowego o ognisk. Ciekawe co tu będzie rosło i dokąd wyprowadziły się tutejsze kuropatwy. 
Nie słychać ich, wyniosły się, pewnie obrażone, że jakiś rolnik śmiał zburzyć ich spokój i pozbawił domu. Okolica ma im do zaoferowania kilka ciekawych łąk, może właśnie się gdzieś na nowo osiedlają. 
Tak, czy siak to duża zmiana w krajobrazie. Na szczęście strumyk płynie jak płynął, ku radości MajLo. Las też wciąż jest, chociaż wycinka i zrywka i zapach świeżego drewna w powietrzu. 
Dostatek patyków i Szczypiorek, który sprawdza się jako idealny i niezmordowany miotacz aportów, taki kwiecień się podoba. W drodze na Szybowisko opowiedziane zostały wszystkie mijane drogi leśne i ścieżki, która dokąd prowadzi, jakie kryje niespodzianki, gdzie więcej błota a gdzie jeżyn, nie nie nie o jeżynach nie było mowy, nie tym razem. Tym razem jeżyny same się zaprezentowały łapaniem za kostki. 
Wyrzutnia aportów zapowiedział wiedzę wykorzystać w szlifowaniu formy. Na Szybowisku nie pierwszy raz wyjątkowa cisza, wiatr nie dymał ;) Można było nie kuląc się i nie podnosząc głosu opowiedzieć o strategii zbliżającego się Przejścia Kotliny, którędy w ciemności najbezpieczniej, żeby nie wpaść w bagnisko, oznaczyć punkty orientacyjne i zaplanować praktyczny rekonesans. 
Podobno to jeden z trudniejszych odcinków, bo więcej na przełaj niż po szlaku. Patyki latały, dzień się powoli kładł spać. Jaremka nawiązała nową znajomość, znajomość nagle się podwoiła i wykazywała nadmierny jak na angielskie maniery MajLo entuzjazm. Debel euforii po chwili zniknął w samochodzie, Szczypiorek wytarł psie łzy wzruszenia, czas wracać do domu. Tak, to zdecydowanie lepiej, niż gorzej mieć dodatkową godzinę na spacer. Zdanie zmieni się rano, jak zadzwoni budzik. Oby jutro nie padało.