środa, 15 maja 2013

Konkurs tropowców, Raków 12 maja 2013. Sektor Gabry silny jak nigdy!

 Konkurs Tropowców w Rakowie, 12 dzień pięknego maja 2013 roku.  W cienkim zapsienie, bo wszyscy chcieli kibicować debiutującej na ścieżce Gabrze. Dobra publiczność, życzliwa i rozradowana, zdaje się z niczego, zawsze się przyda. Było głośno w sektorze Gabry, zwłaszcza, że przybyły posiłki z Kraśnika, Mesajanka i Nando, wilczarze. Z takim wsparciem to nikt nie podskoczy! Tak, organizacja świetna, jak zawsze w Rakowie, prawie sami znajomi, zaczynamy rozpoznawać twarze i mordy. Całkiem nowa, urocza bardzo mordka przyjechała z Dorotką, czekoladowy jamnik szorstkowłosy króliczy Yen. Przed konkursem mistrz kolankowania, na ścieżce mistrz urodzony. 
Podobnie Gabra, nasza znajoma młodzież zdobyła tyle samo punktów, urodzeni tropowcy. Publiczność w międzyczasie plażowała w lesie sosnowym rozprawiając o wilczarzach, wróciły wspomnienia, historie dawno nie przypominane, analizowano złożoność charakteru spaniela, w którym coś drzemie ale bardzo głęboko. 
Na ścieżki nie wybierał się nikt poza ponumerowanymi, podobno gdzieś między ścieżkami można było wejść do Chin i nazrywać brzoskwiń. Jeden tam był, do końca konkursu nie spożywał. 
To chyba przez te brzoskwinki. Niech to pozostanie słodką i bardzo soczystą tajemnicą rakowickiego lasu. Kolejne numery znikały z sędziami, następnie wracały ze złomem i zapachem dzika w nosie. Przyszła pora na rozbieganie chartów, zabawa idealna dla naiwnego cardigana, dogonić wilczarza. Gdyby tak mieś jeszcze z pół metra dłużej każdej nogi, to pewnie by się udało złapać za ogon. 
Bez tego trzeba raczej stosować zajęczę uniki, żeby nie zostać staranowaną irlandzkim entuzjazmem. Boguś też się porwał na niemożliwe. Stres jak rękę? ręką? ;) no odjął! Nasze zawodniczki wreszcie w pełni zrelaksowane sukcesem zdradziły, że odłożenie poszło zgodnie z planem, sobotnia próba zaowocowała. 
W rezultacie Gabra z Hrubého Lesa zdobyła swój pierwszy Dyplom I°, 92 tłuściutkie punkty i lokatę 4/17. Tłum klaskał, sektor zalewał się łzami, czy ze szczęścia, to też niech zostanie tajemnicą ;) Yen wyprzedził Gabrę o jedno miejsce, sektor był autentycznie wzruszony. Zwłaszcza Barbara, która opuściła bezpieczną klatkę, chroniącą przed ostrzałem i ohukiem. Co ona musiała tam przeżywać! 
Na koniec był żurek i kiełbasa z najwyższej półki, z którem spadła na grill. Wnioski są takie, że Dorotki to super dziewczyny, że dobrze mieć ze sobą psa, zawsze to doskonałe wytłumaczenie na wyjście do lasu, że z Pąpiru i Pilotem płacz nabiera zupełnie innego znaczenia oraz, że nie zawsze lepsze drogi są lepsze a te gorsze gorsze. I jeszcze najluźniejszy z luźnych wniosków, jeśli komuś przeszkadza, że pies jest psem i czasem szczeka, to powinien pielęgnować własne akwarium. Za miłą atmosferę dziękujemy wszystkim, którzy ją tworzyli, tym którzy nie brali w tym udziału dziękujemy, że nie przeszkadzali. Po kolejnej myśliwskiej lekcji Jaremka z pewnością wkrótce zniknie w lesie na dłużej poszukać ścieżki z numerkiem, który ma gdzieś tam przypisany. DARZ BÓR tropowcy.           

poniedziałek, 13 maja 2013

Sobotnie próbne odłożenia i wonne Przytulia wraz z Kokoryczką

  To była sobota na odłożenie. Najpierw odkładała się Gabra a z nią Boguś i Basia, Basia wytrzymała jeden strzał, po drugim pobiegła odłożyć się na progu. 

Jaremka odkładała się w brzezinie, jak to pastuszka, podczas odłożenia pasła się na zielonym. Na balach bardzo starej słomy odłożyły się słomiane grzyby. Co to za grzyby nie wiemy i wiedzieć nie zamierzamy. W lesie wiosna nie odkłada pewnych spraw na potem, nowe rośliny zakwitają zgodnie z rocznym planem kolejności. 
Przytulia wonna zwana marzanką wonną, z rodziny marzankowatych. Przytula się haczykowatymi nasionami do sierści i ubrania i rozsiewa się w dowolnym kierunku, swój los powierzając leśnym wędrowcom. 
Zawiera spore ilości kumaryny, dlatego spożycie jej w większej ilości może zakończyć się bólem głowy albo nudnościami. Napar z marzanki przyciemnia skórę, stosowana jako przyprawa do ciast, cukierków, sosów… i piwa, w Niemczech pito nalewkę z przytulii zwaną napojem majowym, Pomaga zwalczać mole, bakterie, skurcze oraz uspokaja. 
Uspokaja też Kokoryczka wonna z rodziny szparagowatych, stosować należy ją z umiarem, bo w zasadzie jest trująca, silne działanie farmakologiczne tej rośliny pomaga leczyć niewydolność krążenia, oddechu, cukrzyce, skurcze naczyniowe, jelit i żołądka, bezsenność, poczucie niepokoju, reumatyzm, choroby skórne, suchy kaszel, choroby wątroby. Pomocna przy przekwitaniu właśnie zaczyna kwitnąć. Pogoda dla roślin idealna, ciepło, deszcz…. A jak deszcz to najlepiej przeczekać go w stajni. Wiejskie psy najlepiej czują się tam, gdzie nie pachnie paryskim salonem. Odłożyć się można i aromatyzować brzuch sianem i Witoldem.

czwartek, 9 maja 2013

Narodziny wiosny - Kazimierz Przerwa Tetmajer




Narodziny wiosny

Gdy pierwszy nastał dzień wschodzącej wiosny młodej,
najpierwszy zbudził się śpiący na dnie bóg wody
i powstał z chłodnych łez, i głowa kędzierzawa
uderzył w lód, co legł na rzece lśniąca lawa,
i rozpękł z hukiem lód, i z prądem kry się suną,

a w słońcu suszył bóg swa głowę krętoruną.
A gdy gorącej blask słoneczny padł na gaje,
bogini wonnych ziół z pościeli miękkiej wstaje
i rozpuściła włos, co aż do ziemi spływa,

i naga polem szła bogini złotogrzywa,
a kędy pola tknie jej włos, tam wnet się trawy
zielona puści ruń i szczaw zielono-rdzawy.
 
Owiana ciepłem zórz, wiosennych tchem powiewów,
pieszczona wonią sfer, z różanych wyszła krzewów
i uśmiechnęła się do złocistego słońca
bogini, córa nieb, kwiatami władająca.
 
W złocisty szafir ócz objęła świat miłośnie,
a kędy spojrzy, kwiat prześliczny wnet wyrośnie
i wkoło lilii, róż, narcyzów kwitnie mnóstwo,
a wśród nich słońcu śle uśmiechy jasne bóstwo.

I powstał lasów bóg, strząsł zwiędłe liście z głowy
i z świeżych sobie wnet splótł liści wian dębowy,
i rozkołysał drzew gałęzie i konary,
i słuchał -- płynął hymn, hymn uroczysty, stary,
i długo słuchał bóg w powadze i zadumie
odwiecznych baśni w tym rozkołysanym szumie.
 
 
Brodatych faunów huf i śnieżne nimfy społem,
za ręce wziąwszy się, pląsają nadzy kołem
na łące, kędy blask od słońca złoty pada --
 
przy cudnej wiatru grze tam pląsa bóstw gromada,
świat pachnie, lśni się w krąg i jakąś moc miłosna
lubieżnie pieści go... 
Rodząca wstała wiosna.
 


Kazimierz Przerwa - Tetmajer


poniedziałek, 6 maja 2013

Typowa, bogata, kwietna wiosna w naszej kotlince




Koniec długiego weekendu, ponarzekanego, że bez słonka, ale przecież tak wygląda wiosna, ze nie jest latem… W polach i w lesie wszyscy nadrabiają spóźnienie spowodowane dłuższą zima (jaka szkoda, że odeszła). 
Zboże wreszcie napojone deszczem zieleni się po grzbiet. Jaremka sprawdziła, że słodkie i soczyste, pewnie dlatego sarny się tutaj stołują. Wilgoć i zachmurki to odpowiednie warunki na to, żeby Lepiężnik różowy z rodziny astrowatych wystawił kwiat do oceny. Kwiat z wielu malutkich kwiatów zbudowany, drobne kwiaty w koszyczki a koszyczki w grona. Najpierw kwiat potem liście, bo liście jak urosną to się okaże, że w całej Polsce nie ma większych :) 
Z ciekawostek z życia Lepiężnika, w pędzie kwiatowym praktycznie nie zachodzi proces fotosyntezy, zawiera za mało chloroplastów. Lepiężnik nie jest towarzyski, wydziela substancje hamujące rozwój innych roślin. 
Mimo potencjału nie jest powszechnie ceniony jako roślina lecznicza a przecież naprawi i wątrobę i układ oddechowy, wzmocni, uspokoi, wzmoże apetyt, wypoci, przegoni gorączkę… Zarośla lepiężnikowe kryją sporo tajemnic. Podobno pod gigantycznymi liśćmi mieszkają różne różności. Różowe kwiaty pokazała też Miodunka miękko włosa, mieszkanka południowej Polski, z rodziny ogóreczników, lubi lasy górskie, pewnie dlatego, że kibicuje zimie;) przecież jest mrozoodporna.   
Na pastwisku, póki krów nie ma, śmiało zakwita kuzyn lepiężnika, Mniszek pospolity. Niby rodzina a tacy różni na pozór. Popularnie zwany mleczem, ze względu na kolor soku, kojarzony z króliczym menu i plamami na palcach. 
Jeśli się dokładnie przyjrzeć liściom pępawy to można odkryć, że środkiem biegnie żyła mleczna! Młode liście nadają się do sałatek, wywar z kwiatów i cukru zwany miodkiem majowym zastępuje miód, wzmacnia wątrobę i oczyszcza organizm, z korzenia mniszka i łopianu przygotowuje się orzeźwiający napój zwany na dandelion and burdock. To tam dalej, wyżej, na wyspach, którymi rządzą Pembroki. Nalewka z korzenia zamiast viagry! ;) 
Zając nam wyskoczył zza miedzy, dogonić zająca nie jest łatwo. Nie jest łatwo prześcignąć pszczołę w jej pracowitości, zwłaszcza, że dzieci głodne, zima była długa, szybko nóżki oblepić nektarem i do ula. Śliwa buczała pracą setek zbieraczek. Kręcąc się między łąkami i pastwiskami Maciejowej, czasem trafi się na suchy nieużytek, wydaje się, ze nic tylko drapie i czeka na wybuch Nawłoci ale wystarczy pogłaskać dłonią a niebieskie oczko puszczą Przetaczniki, trzech braci z jednego rodzaju z rodziny babkowatych. 
Kolejno Przetacznik polny, Przetacznik macierzankowy i Przetacznik perski. Maleńcy, wytrwali, mało wymagający bracia Przetacznikowie, w których średniowiecze dopatrywało się twarzy św. Weroniki. 
Pierwszy przywędrował do nas za człowiekiem, drugi był tu już i czekał a trzeci pojawił się w XIX wieku, wszystko po to, żeby się na jednym ugorze spotkać. Z Przetacznikiem polnym w parze przywędrował Fiołek polny, to również archeofit. Do życia też niewiele mu potrzeba, jak nie jednemu, to drugiemu się uda, w końcu każda roślina jest w stanie wyprodukować kilka tysięcy nasion rocznie. Zwierzęta tych nasion nie trawią, więc nieświadomie, zjadając je, staja się ogrodnikami. Fiołek polny rzuca wyzwanie trądzikowi młodzieńczemu, nadciśnieniu, toksynom, jego oręż to saponiny. 
Właściwie trzmiele to pszczoły właściwe, Trzmiel kamiennik i Trzmiel gajowy w zgodzie objadały się nektarem Mniszka. Trzmiele żyją w gniazdach, skupione wokół jednej samicy, która jako jedyna jest w stanie przetrwać zimę. Trzmiele odgrywają ogromna rolę w zapylaniu kwiatów, są ponadto wydajniejsze od pszczół miodnych i  zaczynają pracę w niższych od pszczół temperaturach. 
Jedząc pomidory, ogórki, maliny, bób, słonecznik, brzoskwinie, gruszki… można sobie pomyśleć o trzmielu, który nam te pyszności podarował. Gdyby jedząc lub oddychając, przypadkiem złapało się zatrucie ołowiem, to na pomoc rośnie Bluszczyk kurdybanek z rodziny jasnotowatych. 
Bylina zakwitająca w drugim roku życia. Zwany obłożnikiem ze względu na właściwości ściągające, odkażające w leczeniu ran. Roślina miododajna. Bluszczyk w tradycji ludowej posiada moc przeganiania demonów, warto go mieć przy sobie. To również przyprawa do zup, sera, jaj, sosów, sałatek. 
Z ugoru na sucha łąkę a tam Turzyca wiosenna z rodziny ciborowatych z żółtą czuprynką kwiatów. Malutka ciekawostka, pospolita a mało znana. Na tej ciekawostce przysiadła Biedronka siedmiokropka. Mszyce, tarczniki, wełnowce, czerwce, oto ona, która was zje :) W lesie też Jaremka była, w zasadzie tranzytem, w biegu do drugiej kąpieli w potoczku. Na starym pieńku delikatna kolonia Szczawiku zajęczego z rodziny szczawikowatych, obficie występujące w całym kraju źródło witaminy C, roślina sałatkowa, dodawana do zup i napojów orzeźwiających, tylko kto o tym jeszcze pamięta ? 
Albo, że farbuje tkaniny, obniża gorączkę, odtruwa z rtęci i arsenu… lub, że kwas mrówkowy z niego? Roślina miododajna. A jak kogoś dziąsła bolą to może pożuć liście, na pewno nie zaszkodzi. Po kąpieli, której nie widać, za to widać pierwszą, pora do domu. Dużo się naoglądały i nawąchały nasze oczy i nosy. Wiosna zachwyca bogactwem, trudno nadążyć z jednym achem a już drugi och się ciśnie! Skoro już była mowa o witaminie C to Iglica pospolita z rodziny bodziszkowatych też ją posiada, obok kwasu jabłkowego, cytrynowego, odrobiny kofeiny i prowitaminy A. A powiedziałbyś chwast i to mało atrakcyjny. Ktoś ją kiedyś kiedyś przywlókł i od tej pory jest i radzi sobie sama, bo jest samosiewna, rozsyła-wyrzuca nasiona nawet na metr odległości, nasionka wkręcają się w ziemię i nowa Iglica ma szansę na kolejny metr. Tak sobie idzie, idzie i idzie. Z mocą antybakteryjną i antywirusową. My też już idziemy, na rosół. Wiosna niech sobie deszczu podje i odrobiny słońca.