poniedziałek, 24 marca 2014

Vosecká bouda - Krakonošova snídaně




Po obiedzie wybrałyśmy się za granicę. Pierwsza na trasie była Vosecká bouda położona  na wysok
ości  1260 m n.p.m. na obszarze czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego w  I. obszarze ochrony, obszarze ptasim.  Wybudowana w XVIII wieku pierwotnie służyła jako stodoła na siano, następnie jako schronienie dla drwali i budynek gospodarczy. 
Nazywano ją Nowa czeska albo Franciszkańska, od imienia mnicha, który w niej pomieszkiwał. Obecna nazwa nawiązuje do nazwy polany, nad którą się znajduje. 
Funkcje turystyczne pełni od końca XIX wieku, po wojnie została przebudowana. Nie dociera tu linia energetyczna. Można tu dotrzeć z Harrachova po pokonaniu 8 km. 
My przeszłyśmy jedynie fragment tej trasy, do miejsca zwanego Krakonošova snídaně, przez Voseckou louke, którą najwyraźniej często odwiedzają jelenie. Jaremka skosztowała źródlanej wody, która rozlewa się tu i ówdzie na polanie. 
Karkonosze po czeskiej stronie to zupełnie inne krajobrazy, ogromne połacie świerkowych lasów, łagodne szlaki, całkowita odmiana po gołoborzach, piętrze kosodrzewiny i torfowiskach, które królują zaraz po przejściu Śląskiego Grzbietu. 
Plan był zapoznać się z tym co za górką, dotarłyśmy do miejsca, gdzie spotyka się Mała i Wielka Mumlava, od tej pory będą płynąć wspólnym korytem. Według legendy w tym miejscu, w szumie mumlawskich kaskad, legendarny władca Karkonoszy, Duch Gór, zwykł jadać śniadanie zanim wyruszał na dłuższą górską wędrówkę. Odpocząć przed wyprawą może tu każdy, od lipca do sierpnia funkcjonuje w drewnianym domku punkt informacyjny Parku. 
Według czeskich informatorów turystycznych to jedna z najbardziej znanych i popularnych skrzyżowań szlaków w czeskich Karkonoszach. Przecinają się tu trasy Harrachov-Špindlerův Mlýn i Rokytnice nad Jizerou- Vosecká bouda. Kusząco wygląda niebieski szlak do Špindlerova Mlýna. W drodze powrotnej MajLo obwąchała otwartą dla turystów chatynkę U Maštala, czysto, miło, po czesku. Słońce zachodziło, goniły nas chmury…

Marysin - pod Łabskim Szczytem - Szrenica




Najpierw było lato, zaczęło się rano w Jeleniej Górze a skończyło wieczorem na Szrenicy. 
Od dawna wyczekiwany weekend w Karkonoszach zaczął się w Marysinie, dzielnicy Szklarskiej Poręby. Marysin zajmuje stok Grzbietu Śląskiego na prawym brzegu Kamiennej w Karkonoskim Padole Sródgórskim. 
Marysin był w XVI w. schronieniem dla protestanki, religijnej uciekinierki z Czech Marii Pluch, była tu pierwsza, pierwsza się tu osiedliła i pozostała w nazwie aż do dziś. Potem przybyli kolejni uchodźcy i powstało osiedle. 
Marysia z Marysina na pewno chadzała okolicznymi lasami, musiały jej się podobać, zwłaszcza w słoneczne wiosenne dni, rozśpiewane ptakami i szumiące woda w potokach, pyszną wodą, bo spływającą z gór. Kropelki, które przed chwilą uwolniły się z masy śniegu, gdzieś tam wysoko, wysoko, gdzie wiosna inaczej wygląda, przynajmniej na samiuśkim jej początku. 
Nie wszystkie płatki śniegu spływają, aktualnie poważnie wyglądającym burzliwym nurtem Szrenickiego Potoku, część wybiera dla siebie żółty szlak i przyjemnie chłodzi. Wartko tak w dół zmierzać, pod górę wolniej, po głazach, bo taki ten żółty szlak jest, stromy, kamienisty i w jednym z najpiękniejszych fragmentów karkonoskiego lasu. 
Zmęczenie przegrywało z zachwytem, MajLo węszyła, leśny skrzat. Do twarzy jej w tym lesie wśród otoczaków. Korytem aż do Rozstaju przy Szrenickim Potoku, gdzie szlak żółty łączy się z zielonym i dalej już razem, raźniej aż pod Łabski Szczyt. 
Imponujący Szrenicki Potok, wiosną to prawdziwy mocarz, groźny i rozpędzony, aż głazy z łoskotem się przesuwają, taką ma siłę. Obojętne na ten hałas Kukułcze Skały z góry spoglądają na Borówczane Skały, chociaż te pierwsze są niższe to jednak położone są nieco wyżej od drugich. 
Obie formacje skalne zbudowane są z granitu karkonoskiego z charakterystycznymi ciosami, spękaniami i kociołkami wietrzeniowymi. Trudno w Karkonoszach nie popękać zimą. 
Można popękać dostojnie, niewzruszenie, można być twardym jak skała. Tylko trzeba mocno w ziemię się wbić. W sobotę, gdyby skały miały oczy, to by nie musiały ich mrużyć od wiatru i śniegu, jeśli już to od słońca. 
Pod Łabskim Szczytem Jaremka przeczytała szlaki, zgodnie z planem opuściłyśmy szlak żółty, z resztą zima dalej nim się nie da iść, zamknięty! 
Wygodnie szło nam się zielonym to i na nim pozostałyśmy. Prowadził nas zboczem Szrenickiego Kotła, kładkami nad Szrenickim Mokradłem, bezpiecznie, chociaż czasem psikuśnie łapał nas za nogi i wciągał głęboko pod śnieg, 
przypominając, ze pod nami żyją swoim życiem potoczki, mnóstwo maleńkich cieków wodnych. Woda, mnóstwo wody, wilgoć, Kocioł Szrenicki to teren podmokły, z torfowiskami, porośnięty Kosówką, tutaj rodzi się Szrenicki Potok. 
Nasz cel, Szrenica, schronisko, stale przed nami, nie znikały z pola widzenia, najpierw były daleko a potem z każdym kilometrem i centymetrem … stały się już całkiem blisko. 
Mokra Przełęcz, weszłyśmy na Główny Szlak Sudecki  w kolorze czerwonym, mięłyśmy skalne Trzy Świnki, była kąpiel w basenie trawiastym, jeszcze trochę śniegu, w sobotę wydawało się, że ostatniego tej wiosny…. 
i Jaremka drugi raz w swoim życiu przekroczyła gościnny próg schroniska Szrenica na Szrenicy. Schroniskiem kieruje p. Ewa, która posiada osobistego corgi, Pembroczynkę. Niestety nie było jej w schronisku. Chwila odpoczynku po około 10 km pod górę… obiad. 

piątek, 21 marca 2014

Rabarbar od Kamsa i Eluli przezimował i jest !




W Jaremczynku z każdym dniem bardziej wiosna. Zakwitła nasza Miodunka plamista, przeprowadzona z zaśmieconej alejki, 
Fiołek wonny, który pojawił się po 2 latach o wysiania, stale cieszą oczy Krokusy i ich tajemnicze wnętrza z pręcikami, słupkiem i znamieniem – warto zajrzeć do środka i się zdziwić, jak to ten krokus ma w okwieciu ciekawie. Zaczyna kwitnąć Śnieżnik lśniący niebieski, z ziemi wystrzelił 
Rabarbar ogrodowy znany też jako Rzewień ogrodowy oraz maleńka Puszkinia cebulicowata. Takie nowości na wiosnę w Jaremczynie. MajLo ogrywała samą siebie z czerwonym jeżykim z Bobru i udeptywała trawnik, zwłaszcza puste placki po kretowiskach, obsiane na nowo przez gringo. 
Był z nami gringo, czyli dziadek, z nowymi pomysłami na kolejny sezon ogrodniczy. Są już dwie nowe czereśnie, sadzonki poziomek zasiedliły grządkę obok truskawek, deszczówka  od dziś będzie się zbierać w beczce, pojawi się minimalny skalniak i będzie też agrest! 
Chiquita babcia też ma swoje plany na sezon 2014, zaskoczą nas urodą pewne cebulki, które powierzy Jaremczynowi za jakiś czas. W zielniku chwilowo mizeria, Macierzanka nadrabia za innych, Mięta się ukorzenia, Melisa wschodzi a reszta jeszcze śpi. Wiosnę widać, wiosnę słychać, stada szpaków umilają prace ogrodowe fantazyjnym śpiewem, nieustannie towarzystwo ptaków sprawia, że nie sposób się smucić, chociaż smucić się nam nie w głowie. 
W najprzyjemniejszej z perspektyw czeka nas sporo pracy w Jaremczynie, Jaremczyn też nie będzie próżnował, już zapowiedział Narcyzy żonkile i Tulipany oraz szafirki i jeszcze czekamy na Szachownice, to z cebulek. Krzaki, drzewa pączkują. Późna wiosna i lato będzie czasem Naparstnic, aj dużo tego, na wszystko czekamy z niecierpliwą cierpliwością albo cierpliwą niecierpliwością :) Pozdrowienia dla kogoś, komu jest wesoło ;)