środa, 24 lutego 2016

Wyprawa po Skarb


Napełnieni kawą z gwiazd, plujką gorzką, ubrani jak na biegun najzimniejszy wystartowaliśmy po skarb. 

Nowe twarze i cała reszta nowa, NUTA i TRYBA, panienki myśliwskie, gończe polskie zostały zabrane na polski zamek Chojnik. 
Cel dopasowany do użytkowości, bo kiedyś w tym miejscu, zanim powstał zamek, w drugiej połowie XIII w. Bolesław Łysy-Rogatka wzniósł tu dwór myśliwski z elementami obronnymi. Zapach łowów był wyczuwalny, zwłaszcza TRYBA chciała wejść na zamek szybciej niż inni. 
Na zamek, który nigdy nie miał studni.  Skarbów znaleźliśmy sporo, pierwszy lekko już zlodowaciały i twardy, drugi rozległy i cieszący oko, trzeci wiał aż zapierało dech,   
kolejne zostały pamiątką w aparacie, najcenniejszy skarb zabraliśmy do domu i nazywamy go wspomnieniem miłego dnia. Powrót przez Zbójeckie Skały koło Skalnego Grzyba rozgrzał kolana. 

To nic, że brama na dziedziniec zamknięta, bufet nieczynny, to nic. Poza sezonem Chojnik kładzie się spać o 16 i niech odpoczywa, zanim najadą go letnie tabuny.   

wtorek, 26 stycznia 2016

U Wielisławnej Kaczawskiej



Wielisławno w sukience koronek galowych, 
muzyki nie słychać 
a organy wystrojone, 
tylko mróz skrzypi pod batutą kroków i smyczki wiatru biało zimę grają.


Rdzawo prześwitujesz, soczyście w stu odcieniach gorących wśród stu zimna kolorów. 
 
Palety ochrowej mistrzyni i formy pionów strzelistych, tropikalnym kontrastem żywym wyostrzasz piękno.


Wzrok porażony, piętno bez skazy, gasić je i koić w lesie, 
 
co zacichł białym puchem i zastygł w chwili niepowtarzalnych układów przestrzennych, 
ulotnych zaśnieżeń w nikłym świetle bezsłońca.

 
Tylko raz tu tak było i żal każdego mrugnięcia i szczęście, 

że się w tym obrazie maleńki skrawek świata spotkało i niczego więcej nie było trzeba. 

I szczęście, że się takie szczęście miało, za które komu dziękować?

Za cud prosty zobaczenia. 

środa, 20 stycznia 2016

Wyprawa zimowa po Nobla w dziedzinie rymu karkonoskiego zimowego.




Szałaśnica, Szałaśnica Tyczna, 

kraśna, rozbiegana, komiczna,


Jaremka co grzbietami tańcowała sudeckimi.


Zżyta, ze śniegiem z kosówną z nimi.


Wierszyk zbiegł na Polanę trzy dwa raz.


Sturlał się, wprzód na Słonecznik wlazł.


Ach zimka, zimeczka, zima,
 

Chrzęści, skrzypi, szczypie, mróz trzyma.


Zasłony zawiały  widoki zbócz przepaści pochowały,
 

Chmury, co z czeskiej fabryki uciekły, niebo powlekły.
 

Tylko Kotki, tylko one na widoku, skały,


Rankiem stały a wieczorem nie leżały.


Za ów rymów wyciek nagły, spontaniczny,


Sukces czeka i Nobelek zagraniczny :)

czwartek, 14 stycznia 2016

Wyprawa zimowa na Słonecznik



Dłużyło się nam, jak w poczekalni na szarym ogonka końcu, 
czekanie na śnieżuchę zimuszkę dłużyło się w niekoniec. Wizyta zatem odbyła się duszpasterska duszgórska dusz głodnych białych krajobrazów, szczypania w policzki i skrzypu skrzypu skrzyp.   
Trasa dla śpioszków leniuszków, krótka ale niełatwa. Z Karpacza Wangu na Polanę, Kotkom pomachane, co  po prawicy w słonku wygrzewały swoje skały szare, miau. Jaremkowe konieczne szaleństwo na lekko pośnieżonej hali, ach widoki, widoki, szaleć do woli można, 
bo chmury tworzyły swoje kompozycje, odkrywały, zakrywały, grały, pływały, nadciągały i wracały. Do Pielgrzymów jeszcze słonko z nami szło, do Pielgrzymów na 1200 m n.p.m. jeszcze siłkę miało a potem się w chmury otuliło i odpoczywało.   
Następne półtora kilometra  w chmurze gęstej aż do Słonecznika, 230 metrów różnicy poziomów i 16 % nachylenia. Wiatr, mgła i pół godziny samemu ze swoim światem plus dumne tyczki przewodniczki. 
Weszłyśmy na teren gminy Podgórzyn, 1 423 m n.p.m. jedno z najwyżej położonych punktów na turystycznych szlakach Karkonoszy, wyżej jedynie Spalona Strażnica, Łabski Szczyt, Wielki Szyszak i Śnieżka… inne wyższe punkty są niedopuszczalne albo o nich zapomniałyśmy ;). 
Słonecznik zegar dla mieszkańców Podgórzyna tego dnia nie wskazał południa wespół ze słońcem. Chmury nie pozwoliły. 
Biało, wiało na grzbiecie, zima, której nie widać w kotlince, tutaj się rozpanoszyła aż miło i aż rękawiczki i dech zapierało. Wspaniale. 

Tego nam było trzeba i tego się chciało. Schodziło się wesoło, znów chmurne spektakle się odbywały, widzę, nie widzę, jest, nie ma. Duch Gór w swoim domu na skale też to oglądał a na koniec uśmiechnął się do nas promiennie na Polanie i poszedł się kapać w rześkiej mżawce.   

Bez nurkowania w śniegu ten spacer byłby niepełny, tak twierdzi MajLo a kto nie wierzy ten o śniegu nic nie wie ;)