Psie zbiorowisko w
Różyńcu, w każdym kątku po psiątku, wyraźnie dominowały rasy brytyjskie.
dwa Wilczarze irlandzkie, dwa Foksteriery krótkowłose, Welsh
corgi cardigan oraz Barbara i Cyrus czyli w sumie wielkie zamieszanie i hałas.
Każdy dobrał sobie towarzystwo do wygłupów. Jaremka zakochana w Cyrusie, Samba
ciekawa każdego, Foxy trochę z grupką, trochę w poszukiwaniu kocich kryjówek,
Basieńka wszędzie i nigdzie a Wilczarze jak to one lwimi skokami tam, gdzie
największa zabawa. Ofiar nie było. Ciotki wredotki tresowały Sambuszkę,
nieskutecznie, bo dziewczątko uparte i optymizmem przełamało początkową
niechęć, przynajmniej u Jaremki. Kto stał za płotem to pewnie myślał, że to
niezła psia fabryczka albo rasowe dość schronisko.
God save the intruder !To
był dopiero miły początek jeszcze przyjemniejszego. Marysia zgoniła zza prądu
Dosię z synkiem Leszkiem. Źrebak wygrał nawet z piłeczką. Psy, co do jednego,
przybiegły obwąchać to zjawisko. Dosia cierpliwie ignorowała szczekających
gości.
Leszek, pachnący sianem i mlekiem, taki jakiś większy pies, dużo większy,
trzeba go rozbujać. Przodownice Gabra i Jaremka z nakręcaczem Bogusiem, wszyscy
starali się jak mogli a Leszek nic. Mama stoi to i on nic sobie z tego zgiełku
nie robił. Dzielny, kochany maluszek, cud, pierwszy taki w życiu Jaremki.
Mama
wyczyszczona, Leszek po przeglądzie i można iść na zielone, pora obiadowa, w
menu koniczyna. Taka łąką miękka, głupio stać w miejscu, zwłaszcza, że towarzystwo
do biegania chętne. Gabra nagadała Mesajance, Boguś popisywał się cyrkowymi
umiejętnościami, ktoś tam znalazł kość, ktoś inny kość zabrał, kość
odziedziczył Cyrus, razem z ukochaną piłeczką, która okazała się zgubna. Tak
nam wesoło i pachnąco mijał piątek w Różyńcu. Zabrakło tylko słońca, poza tym
wszystko było niemal idealnie. Od tego piątku czarne koty z pewnością będą
unikać psich zlotów przed stajnią… Leszku rośnij, rośnij, rośnij, już wiemy, że
następnym razem bez jabłek nie ma co Cię odwiedzać :) Był też dziewiąty piesek,
ale zbyt maleńki i jeszcze troszkę wystraszony, więc został w domu i farbował
się na zielono. W zasadzie na koniczynowo… zgodnie z łąkowym trendem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję