piątek, 13 czerwca 2014

Wspinaczka po rudawsku




Widownia zasiadła na granitowych pufach i oglądała jak wygląda wspinaczka skałkowa w praktyce. 
Czyli przemieszczanie się w terenie stromym z użyciem rąk i oczywiście nóg ;) Wspinaczka skałkowa to pokonywanie stromych ścian skalnych trasami wspinaczkowymi o różnych stopniach trudności określanych w ustalonej skali. 
O technicznych niuansach i sprzęcie, stylach, ułatwieniach, utrudnieniach można pisać powieści. Na pewno niezbędna jest w tym sporcie pasja, wytrzymałość, zręczność, silne dłonie oraz asekuracja oparta na zaufaniu. Z elementów łatwych do uchwycenia nawet dla laika, żeby się wspinać potrzebna jest lina, karabinki, bloczki, kości, plakietki, haki… oraz skała. 
W Rudawach skał pod dostatkiem, dla każdego wystarczy. 
Są skałki szkoleniowe, dla początkujących, czyli wspinaczka na wędkę oraz skały z trasami dla prawdziwych specjalistów wspinaczki klasycznej, przynajmniej tak mówią. Sokoły oblepione ludźmi jaszczurkami, podobnie Sukiennice i Stodoła, Chatka, Kiełek oraz inne skałki. 
Polacy, Czesi, Niemcy w różnym wieku od juniorów po seniorów. Rudawy są mekką wspinaczki górskiej, trasy wyposażone w stałe przeloty, nowe przewodniki i świetna opinia praktyków skutkuje tym, że od wiosny do jesieni zawsze jest na kogo popatrzeć i podziwiać umiejętności. 
Czasem chętnych jest tak wielu, że ustawiają się w kolejkę do konkretnego podejścia, zawsze panuje tu atmosfera współpracy a najlepsi z jaszczurek są szczerze dopingowani. 
Początkujący i zupełnie zieloni w temacie mogą wysłuchać porad, opowieści, i technicznych wskazówek. Widzów też nikt nie przegania a psy są często członkami ekip, tak jak Czako, czeski pies skałkowy, który był przyjacielem każdego, kto tylko chciał. Swoimi trasami obiegiwał Sukiennice, dla których charakterystyczny jest drewniany krzyż, jak podaje Encyklopedia Sudecka, wystawiony przez rodzinę taterniczki, która przeżyła nieszczęśliwy upadek w górach. 
Można na granitowych siedziskach godzinami podziwiać ludzi jaszczurki, czy to bardziej pasja, czy sport, a może i jedno i drugie… 
Na pewno bez pasji nikt by się tak nie pchał do obijania kolan, zdzierania skóry… Jeśli istotą sportu jest rywalizacja to tu, na skalnych ścianach z pewnością ona nie dominuje. Jeśli trwa walka, to z własnymi ograniczeniami, wytrzymałością i bólem. Z pozycji widza, wygląda to łatwo jak po maśle. Zazdrościliśmy radości z każdego przejścia a dziadek tak się wkręcił, że zaczął stawiać pierwsze kroki. 
Babcia natomiast trzymała kciuki za swoich faworytów. MajLo po skałkach skakała, raczej mniej zainteresowana tym, co się dzieje na ścianach. Potem wróciliśmy do Szwajcarki na lody i piwo. W tej części Rudaw turystka kwitnie, szlaki porządnie wydeptane i nikomu nie przeszkadza, że pies biega swobodnie. Przemknęło przez myśl, że to dobre miejsce, żeby zrobić zlot corgi… ten, który w końcu kiedyś się uda! 
Przy Szwajcarce jest pole namiotowe, można spędzić cudowną noc na podłodze z natury… wcale nie trzeba przecież w nocy spać… jest też stolików kilka pod lipą i miejsce na ognisko… i okazja, żeby popatrzeć na dzielnych wspinaczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję