czwartek, 10 maja 2012

Coś z niczego, czyli bezimienna altanka i włochaty mieszkaniec Jaremczyna

Altanka w Jaremczynie z każdym dniem pięknieje, są już okno i drzwi z klamką z niepotrzebnej strony, taki żart dla potencjalnych poszukiwaczy skarbów ;);) Dach już nie boi się deszczu, jeszcze tylko podłoga, firaneczka i malowanie i ... no jeszcze weranda, jakiś wyjątkowy projekt dziadka. Nam się podoba, tylko jeszcze nie ma nazwy, wciąż czekamy z ostateczną decyzją, jak nazwać ten dom z niczego, niepotrzebnych desek, wyrzuconego okna i drzwi z dziecięcą naklejką. Piękniejszy niż profesjonalna, wypasiona altana ogrodowa z wielkiego magazynu za okrągłą sumkę. Nasza domowinka drewniana nasiąka wysiłkiem dziadka i naszym zachwytem, że jest, że jest tak szybko i rośnie w oczach, jakby nie było nic prostszego od wybudowania drewnianego opakowania na narzędzia! A jakie ono fotogeniczne w zachodzącym słonku, tak, to będzie miłe miejsce, już jest :) Na pewno uroki Jaremczyna docenia gąsienica Barczatki napójki, niepospolitego motyla nocnego. Przycupnęła sobie na trawie i pewnie już się szykuje na budowę białego oprzędu, tam sobie poczeka i stanie się poczwarką, a może pójdzie sobie dalej, kto wie, kto wie :) Czy uda nam się zaobserwować stadium imago? Na szczęście w Jaremczynie jest wielka beczka wody, na szczęście dla Barczatki, bo ona lubi sobie wypić sporo. Słonko zaczęło się szykować na wizytę na drugiej Półkuli, komary i muchy wyleciały na żer, dla nas to znak, że pora wracać do domu, alejkami Orlikową i Różaną. Jaremka już zna drogę a i czuje się tu jak w domu, cień na zdjęciu też, bo Jaremczyn potrafi zrelaksować. Miniutka uczy się, że nie zawsze ktoś za płotem zasługuje na oszczekanie, pilnie się uczy, nadrabia braki z dzieciństwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję